Nic do stracenia. Wreszcie wolni - Kirsty Moseley


            Bardzo trudno jest recenzować takie książki. Zbierają skrajne opinie, ludzie mają im wiele do zarzucenia. Podchodzę do nich z przymrużeniem oka i daje się porwać fabule. Często są one łatwe i nieangażujące czytelnika, w takim stopniu co proza.

            Słyszałam wiele na temat tej autorki i tak samo wiele razy ją już broniłam na tym blogu. Chciałabym kiedyś wykupić bilbord na Księżycu z ogromną definicją młodzieżówki. Może raz na zawsze pomogłoby to w interpretacji jej książek. Odparłoby sporo zarzutów. Osobiście sięgam po niewiele takich książek, a jeżeli to robię to nie wyszukuje w nich drugiego dna i głębszego sensu, przesłań, one nie muszą zmieniać mojego życia na lepsze. Mam się dobrze bawić i zapomnieć o problemach otaczającego świata tylko w danej chwili. Uwierzcie mi, o to właśnie chodzi w takich książkach. Nie możemy też zapomnieć o jeszcze jednym ważnym aspekcie: młodzieżówki, jak także książki Young oraz New Adult, są kierowane do różnego przedziału wiekowego i grupy odbiorców.

            „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to drugi tom przygód Anny i Ashtona. Tym razem na młodych dorosłych czego jeszcze więcej przygód. Bardzo się mylili myśląc, że nic ich nie zaskoczy. Tata Anny zostaje prezydentem Stanów Zjednoczonych. Na wstępie przypomnę, że poprzednia część opowiadała o historii po porwaniu głównej bohaterki, przez Cartera Thomasa, a Aston został jej osobistym ochroniarzem. W kontynuacji Anna musi zmierzyć się z demonami przeszłości. Jako córka głowy państwa bierze udział w wielu bankietach, gdzie nie jest już anonimowa. Wielkimi krokami zbliża się także rozprawa Cartera, gdzie świadkiem ma być młoda kobieta.

Przerażało mnie to, że znów się zakochałam. Większość ludzi mówi, że miłość to coś najcudowniejszego na świecie, a ja zgodziłabym się z nimi tylko do pewnego stopnia, bo nie wtedy, gdy wszystkie myśli skupiają się na jej utracie lub gdy dzieje się coś potwornego, co sprawia, że serce pęka na tysiące kawałków. Tak, stan zakochania bardziej mnie przerażał niż satysfakcjonował.

            Kirsty Moseley skradła mnie sensacją w tej części. Zaskakiwała pomysłami, a moment kulminacyjny powieści czytałam z zapartym tchem powtarzając jak mantrę, że wszystko na pewno skończy się dobrze. Niestety to bardzo krwawe starcie i nie spodziewałam się, że autorka może uśmiercić tyle osób. Niby młodzieżówka, a polała się krew. Język autorki nie zmienił się, dalej pozostaje prosty i łatwy w odbiorze. Drugi tom jest dużo krótszy od pierwszego i miałam trochę wrażenie, że akcja dzieje się za szybko, a bohaterzy zmieniają zdanie co minutę. Po prostu nie zdążyłam nacieszyć się ulubionymi chwilami. Sceny miłosne dalej się pojawiają, ale schodzą na drugi plan, teraz ważna jest walka o przetrwanie. Przy okazji przestrzegam młodych czytelników, ponieważ w tej części, oprócz scen namiętności, pojawia się brutalność.

            Seria „Nic do stracenia” posiada swoje mankamenty i jestem tego całkowicie świadoma, ale… ja dalej pozostaje jej fanką. Lubię jej twórczość, tak po prostu, to moje subiektywne zdanie. Skradła moje serce właśnie prostotą i że nie muszę się za bardzo angażować, co wiele osób jej zarzuca. Jeżeli szukacie czegoś na letni wieczór, wyjazd, coś co ma was odmóżdżyć i zabrać do innego świata, to ta książka jest dobrym pomysłem.