Nic do stracenia. Początek - Kirsty Moseley


            Kirsty Moseley to autorka, która skradła moje serce przy pierwszej wydanej w Polsce powieści. „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” jest lekką młodzieżówką, której można wiele zarzucić, choć mi w niej nic nie przeszkadzało. Jestem wielką fanką Liama. Potem trafił do mnie „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” i był dużo lepszy, zakończenie rozwaliło system i jestem ciekawa kontynuacji, wręcz nie mogę się jej doczekać. Nie spodziewałam się takie zwrotu akcji. Podobno już w czerwcu poznamy kolejne losy „Chłopaka, który o mnie walczył”.

Teraz czas przyszedł na nową serię Kirsty, trochę inną. Jak już kiedyś pisałam, autorka lubi wyciągać ciężką, szokującą amunicję. W „Nic do stracenia. Początek” zaskakuje zarysem brutalności. Pierwsze dwadzieścia stron czytałam z zapartym tchem, ponieważ w głowie miałam niezły bałagan i mętlik. Nie umiałam się skupić, ponieważ historia wywołuje dreszczyk na ciele.

Anna jest świadkiem morderstwa swojego chłopaka przez Cartera Thomasa. Przestępca kilka lat więzi ją, bije i gwałci. Na szczęście dowiadujemy się o nich ze wspomnień bohaterki i nie są opisane żadne trudne sceny. Kiedy zostaje uwolniona zaczyna się jej walka o lepsze życie. Nie potrafi się dostosować, rani bliskich swoim zimnym zachowaniem i odstrasza ochroniarzy. Jako córka senatora, kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych, jest łatwym i cennym celem, a Carter nie zapomniał o swojej „dziewczynie” i wysyła do niej listy miłosne z więzienia.

Ashton Taylor właśnie skończył szkołę. Marzy o karierze w SWAT, lecz los dla niego przygotował całkowicie inne zadanie. Zostaje ochroniarzem Anny Spencer. Nie spodziewał się, że ta próba może być dla niego taka trudna.

            „Nic do stracenia. Początek” to opowieść o młodych ludziach z ogromnym bagażem doświadczeń, którzy wchodzą w dorosłe życie. Przed nimi seria niełatwych wyborów. Bohaterzy nie byli nudni, zaskakiwali mnie swoimi decyzjami. Całkowicie rozumiem ich tok myślenia. Wizja przedstawiona przez Kirsty powoduje, że zatrzymujemy swoje życie, aby je przeanalizować. Widzimy, ile bohaterzy stracili, dzięki temu potrafimy docenić, to co my otrzymaliśmy od losu. Musimy pamiętać, że jest to młodzieżówka i nie wymagajmy od niej wiele. Ja jestem fanką wszystkich serii, ponieważ relaksują mnie, dają zapomnieć o otaczającym świecie. Uwielbiam je za lekkość i z ręką na sercu polecam na niezobowiązujący wieczór pod kocem.

            Autorka przygotowała dla nas powieść pełną zwrotów akcji. Zakończenie nie jest szokujące, lecz chcemy wiedzieć, co będzie potem, jak się skończy ta historia. Czy Anna przezwycięży strach? Czy Ashton poradzi sobie z uczuciami? Czy zostanie komandosem SWAT? Czy Carter wyjdzie z więzienia? Tego dowiemy się już niebawem.


            Za egzemplarz do recenzji dziękuję HarperCollins.