Seria Czerwona Królowa - Darmowe Fragmenty

0 | Skomentuj

W moje ręce niedawno wpadły trzy tomy serii o „Czerwonej Królowej”. Opis jest bardzo przekonywujący. Uwielbiam książki, które mają tyle samo negatywnych komentarzy, co pozytywnych. Nie każdy tę serię kocha i to dodaje jej pikanterii i uroku. Seria czeka w kolejce, ale już dziś mam dla was fragmenty i kod rabatowy.

Musicie się, tak jak ja, sami przekonać, o co chodzi z „Czerwoną Królową”. Czytaliście? Co o niej sądzicie? 

Fragment II tomu – http://bit.ly/SzklanyMieczFragment
Fragment III, premierowego tomu -  http://bit.ly/KrólewskaKlatkaFragment

Kod rabatowy 30% i darmowa dostawa - http://bit.ly/CzerwonaSeriaRabat

Dziękuję Ci, Amelio Bedelio! / Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka - Peggy Parish

0 | Skomentuj

            Powracamy to cudownego świata, gdzie rządzi Amelia Bedelia. Opowiadałam już o pierwszym tomie na blogu i jak bardzo pouczające się te książki i tym razem będę się powtarzać.

            Drugi tom jest zabawniejszy od pierwszego. Amelia jest w swojej najlepszej formie. Do Państwa Rogers przybywa z daleka ciotka Myra, a sprzątaczka, która bierze wszystko dosłownie, musi przygotować dom na jej przyjazd. Co tym razem wymyśli? Wprowadzi trochę (nie)porządku. Jakie ciasto uratuje ją przed opresją? Dziękujemy Ci, Amelio Bedelio!

            W trzecim tomie Amelia dostaje pomocnika, w postaci kuzyna Alcolu i musi przygotować uroczyste oblewanie zaręczyn panny Almy. Jak układa się cięte kwiaty i czy babeczki czekoladowe z lodami, poprawią humor koleżankom Pani Rogers? „Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka” doprowadzą Cię do łez.


            Lekka opowieść, która uczy, cieszy. Czytając szczerzymy zęby. To klasyka amerykańskich bajek dla dzieci w najlepszej krasie. Uczą małych i dużych. W przekładzie Wojciecha Manna znajdziemy wszystko, co poprawi humor w trudny dzień. Czasem wracam  do nich, kiedy mam za dużo spraw na głowie. Peggy Parish jest genialna. Polecam i czekam na czwarty tom!

Za książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

[PRZEDPREMIEROWO] Franco - Kim Holden

14 | Skomentuj


„Franco” powstał, ponieważ zasługuje na szczęście. Musiałam mu je dać. – Kim Holden podczas wywiadu, który z nią przeprowadziłam.

            Uwielbiam ją, jest cudowna, kochana, sympatyczna, miła i utalentowana. Tworzy powieści, które łapią za serce. Są cudowne i kocham każdą historię, którą opowiada. Płakałam jak małe dziecko, śmiałam się jak głupia, czułam dreszczyk emocji przy romantycznych scenach.

Przeżywałam każdą z nich. Poznaliśmy już Promyczka, Gusa, a teraz przyszedł czas na perkusistę zespołu Rook. Jak pamiętamy z poprzednich tomów jest wspierającym mężczyzną, potrafi opieprzyć przyjaciela jak mało kto i dobro innych stawia nad swoim. Wiecie o kim mowa? Jasne, że wiecie, bo jego imię zawarłam w pierwszym słowie tej recenzji.

Nie muszę nawet się wam przyznawać, że czekałam na nową powieść Kim. Wiecie, że moim jednym z książkowych mężów jest Gus i posklejał moje serce po Promyczku, a Franco był obecny od pierwszego tomu. Stanowił tło, przyjemne i dowcipne. Jego rozmowy z Gusem stały się kultowe. Uwielbiam ciołka, dekorujące dupki, młodego - wszystkie przezwiska są genialne.

Teraz poznajemy go bliżej. Otwiera przed nami swoje serce i możemy zobaczyć, co w nim się kryje. Zakurzone płyty, dobra muzyka, zgolona głowa, ciało pokryte tatuażami i genialny talent, wszystko się zgadza. Prawie wszystko. Franco mówi, że nie chce stabilizacji, ale kiedy poznaje dziewczynę w barze, ona staje się dla niego wyzwaniem. Dwa kontynenty, ciężki tryb pracy i dziwny układ, czy to się uda? Czy Gemma stanie się dla niego kimś ważnym?

Dzięki „Franco”, choć na chwilę wróciłam w świat stworzony przez Kim Holden, który pokochałam od pierwszych chwil. To była magiczna, sentymentalna podróż. Zaczęłam czytać po ekscytującym spotkaniu i wywiadzie z autorką, więc było to dla mnie emocjonujące przeżycie. Książka jest krótka, żałowałam, że wątki nie są bardziej rozbudowane i nie otrzymaliśmy historii tak długiej jak Promyczek, ale przyjemnie się ją czytało. Miał to być hołd dla perkusisty Rook i to, co stworzyła Kim wystarczyło, aby powiększyć ilość jego fanek.


Seksowna opowieść o gwieździe rocka, ja to uwielbiam!


Żniwiarz. Pusta noc - Paulina Hendel

16 | Skomentuj

            Kiedy nadchodzi noc, wszystko się zmienia. W ciemnościach zaczynają grasować upiory, które mogą przestraszyć nawet najtwardszych, swoje polowanie zaczyna dziki myśliwy ze sforą olbrzymich czarnych psów, a po lesie biegają zwidy, widy, bezkosty. Tylko Żniwiarz może stawić im czoło. Pomimo, że jest nieśmiertelny to z takiej bitwy może nie wyjść cało. Jego ciało jest śmiertelnym naczyniem w jego rękach i w każdej chwili może je stracić. Wystarczy jeden zły ruch, jedna zła decyzja, a poszukiwania nowego ciała mogą zająć nawet pół roku.

            „Żniwiarz. Pusta noc” to idealny przykład powieści w stylu: kiedy skończysz, Twoje życie przestanie mieć sens, a do premiery drugiego tomu tak daleko. Bijesz się z myślami, aby nie napaść na autorkę i zagrozić katuszami, tylko po to, by zdradziła fabułę i odpowiedziała na wszystkie dręczące Cię pytania. Tak, przepadłam kompletnie i dogłębnie w oceanie pytań bez odpowiedzi. Umarłam i poszukuje nowego naczynia. Zajmie mi to… do premiery drugiego tomu.

            Feliks jest potężnym żniwiarzem. O nawich wie prawie wszystko. Zna sposób na wypędzenie cienistych, zabicie bezpowrotnie bezkosta. Za nim kroczy Magda, młoda kobieta, tak samo uparta w swojej idei jak on. Przekazał jej swoją wiedzę i pomimo, że często spychał na drugi plan, kazał zostawać w domu, kłócił się z nią, Magda jest zawzięta, nawet wtedy, gdy grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Kiedy Feliks przez swoją głupotę zostaje zabity, Magda przejmuje stery i staje na wysokości zadania broniąc okolicę przed złymi duchami.

            „Żniwiarz. Pusta noc” to nie tylko opowieść o Feliksie i Magdzie. To historia powrotu Pierwszego żniwiarza, który chce przejąć władze nad wszystkimi i wie, jak unicestwić swoich pobratymców. Kim jest tajemniczy Pierwszy? Czy uda mu się zabić bezpowrotnie Feliksa? Kto mu w tym pomoże? I czy intryga, którą wymyślił wypali?

            Paulina Hendel jest mistrzynią. Słowiańska demonologia w połączeniu z genialnie wykreowanymi bohaterami to majstersztyk w najlepszej postaci. Autorka posiada niezwykłą lotność umysłu, dzięki której w niesamowity sposób zabiera nas w niełatwy świat pełen martwców, którzy przybyli do naszego świata. Opisy miejsc, zdarzeń są bardzo łatwe do przyswojenia i nie gubimy się w wizji Pauliny. Czyta się przyjemnie, a zakończenie rozwala system – po raz pierwszy w swojej recenzji, jestem w stu procentach przekonana, że musicie przeczytać tę powieść i każdy znajdzie coś dla siebie. Jest to idealna pozycja dla fanów fantastyki, kryminałów, horrorów, obyczajówek.

            Zbliżając się do końca powieści na twarzy miałam wymalowane zdumienie. Nie umiejąc wytrzymać z buchającymi emocjami, zaczęłam wypisywać do Marty (autorka bloga bibliofilembyc.pl, gdzie możecie przeczytać wywiad z autorką), że jak to mogło się stać, co tam się dzieje i w ogóle umieram w katuszach nad zakończeniem. Obie poszukujemy nowego ciała, dryfując po ziemi. Podobno w międzyświatach szybciej płynie czas, a my czekamy na premierę drugiego tomu.


            Za możliwość przeczytania książki, przez którą mam czytelniczego kaca, dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. Drugi tom już jesienią!

Dziewczyna z piosenki - Chrissy Cymbala Toledo

4 | Skomentuj

            Wierzysz, że istnieje coś więcej? Dzięki takim powieściom, wiem, że tak. Historia prawdziwa, która łapie za serce. Nawraca, daje nadzieję, motywuje do działania i prawi, że każdy może odnaleźć swoją drogę. Nie wolno się poddawać. Uśmiechnij się, wsłuchaj w głos serca i idź dalej.

            Chrissy jest córką pastora, opowiada swoją przygodę. Jest szczera do bólu, nic nie ukrywa. Poznajemy jej życie, miłość, chwile zwątpienia. Podejmowała wiele złych decyzji, zatraciła się w iluzji doskonałości. Chciała być idealna, choć nikt od niej tego nie wymagał. Najpierw zdradza nam historię swojego dzieciństwa. Trzy uściski splecionej dłoni znaczyły słowa: kocham Cię. Kiedy była małą dziewczynką nie brakowało jej niczego, pomimo problemów finansowych rodziców. Obskurny Brooklyn i kościół, w którym pełnił spokój. Był oazą dla Chrissy, ale także wielu zagubionym duszom. Czego chcieć więcej, jak się ma kochającą rodzinę? Później nasza bohaterka się gubi. Trudno jej znaleźć właściwą drogę. Opisuje swoje zmagania z życiem i próbę powrotu. Jest to powieść o zmianach. Każdy może zboczyć z właściwej ścieżki.

            „Dziewczyna z piosenki” to autobiografia, w której gości Bóg. Jeżeli nie lubicie takich książek, to nie sięgajcie po nią. Pióro autorki jest lekkie, lecz sama opowieść jest trudna przez przeżycia, które są w niej zawarte. Historie na faktach są unikatowe, ponieważ opowiadają życie osób, których możemy poznać w realnym świecie. Chrissy mogłaby być nasza sąsiadką, koleżanką z pracy lub zasłyszaną plotką, przez to powinniście ją poznać. To historia ze wzruszającym zakończeniem.


            Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Dreams.

Nic do stracenia. Początek - Kirsty Moseley

9 | Skomentuj

            Kirsty Moseley to autorka, która skradła moje serce przy pierwszej wydanej w Polsce powieści. „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” jest lekką młodzieżówką, której można wiele zarzucić, choć mi w niej nic nie przeszkadzało. Jestem wielką fanką Liama. Potem trafił do mnie „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” i był dużo lepszy, zakończenie rozwaliło system i jestem ciekawa kontynuacji, wręcz nie mogę się jej doczekać. Nie spodziewałam się takie zwrotu akcji. Podobno już w czerwcu poznamy kolejne losy „Chłopaka, który o mnie walczył”.

Teraz czas przyszedł na nową serię Kirsty, trochę inną. Jak już kiedyś pisałam, autorka lubi wyciągać ciężką, szokującą amunicję. W „Nic do stracenia. Początek” zaskakuje zarysem brutalności. Pierwsze dwadzieścia stron czytałam z zapartym tchem, ponieważ w głowie miałam niezły bałagan i mętlik. Nie umiałam się skupić, ponieważ historia wywołuje dreszczyk na ciele.

Anna jest świadkiem morderstwa swojego chłopaka przez Cartera Thomasa. Przestępca kilka lat więzi ją, bije i gwałci. Na szczęście dowiadujemy się o nich ze wspomnień bohaterki i nie są opisane żadne trudne sceny. Kiedy zostaje uwolniona zaczyna się jej walka o lepsze życie. Nie potrafi się dostosować, rani bliskich swoim zimnym zachowaniem i odstrasza ochroniarzy. Jako córka senatora, kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych, jest łatwym i cennym celem, a Carter nie zapomniał o swojej „dziewczynie” i wysyła do niej listy miłosne z więzienia.

Ashton Taylor właśnie skończył szkołę. Marzy o karierze w SWAT, lecz los dla niego przygotował całkowicie inne zadanie. Zostaje ochroniarzem Anny Spencer. Nie spodziewał się, że ta próba może być dla niego taka trudna.

            „Nic do stracenia. Początek” to opowieść o młodych ludziach z ogromnym bagażem doświadczeń, którzy wchodzą w dorosłe życie. Przed nimi seria niełatwych wyborów. Bohaterzy nie byli nudni, zaskakiwali mnie swoimi decyzjami. Całkowicie rozumiem ich tok myślenia. Wizja przedstawiona przez Kirsty powoduje, że zatrzymujemy swoje życie, aby je przeanalizować. Widzimy, ile bohaterzy stracili, dzięki temu potrafimy docenić, to co my otrzymaliśmy od losu. Musimy pamiętać, że jest to młodzieżówka i nie wymagajmy od niej wiele. Ja jestem fanką wszystkich serii, ponieważ relaksują mnie, dają zapomnieć o otaczającym świecie. Uwielbiam je za lekkość i z ręką na sercu polecam na niezobowiązujący wieczór pod kocem.

            Autorka przygotowała dla nas powieść pełną zwrotów akcji. Zakończenie nie jest szokujące, lecz chcemy wiedzieć, co będzie potem, jak się skończy ta historia. Czy Anna przezwycięży strach? Czy Ashton poradzi sobie z uczuciami? Czy zostanie komandosem SWAT? Czy Carter wyjdzie z więzienia? Tego dowiemy się już niebawem.


            Za egzemplarz do recenzji dziękuję HarperCollins.

Wiatrodziej - Susan Dennard

0 | Skomentuj

            Wiatrodziej już dzisiaj ma swoją, wyczekiwaną przeze mnie, premierę. Czym zaskoczyła mnie Susan Dennard? Dlaczego w recenzji mówię o Sarze J. Maas? Kto z kim romansuje? Dlaczego twierdzę, że „Wiatrodziej” jest lepszy od pierwszego tomu?

            Zapraszam was na pogadankę na temat fantastycznej powieści. Kopnął mnie zaszczyt napisania blurba na skrzydełko. Z tej okazji zapraszam na drugi odcinek KiniaBook na BookTubie.

            „Bezgraniczna przyjaźń na wieki, miłość rodząca się w bólach, walka dobra ze złem – to wszystko znajdziecie w twórczości Susan Dennard. Sarah J. Maas nie pomyliła się, Prawdodziejka weszła do kanonu, a My możemy dać się oczarować Wiatrodziejowi.”


[PRZEDPREMIEROWO] Początek wszystkiego - Robyn Schneider

7 | Skomentuj

Czasem musimy zacząć od nowa, zrobić krok w tył, aby postawić kolejne dwa w przód. To w pewnym sensie bez sensu, choć jak się głębiej zastanowimy ma jakiś głębszy sens. Tak, wiem, dziwnie zaczyna się ta recenzja, ale uwierzcie mi wszystko musi się zacząć od początku. Musimy zrozumieć swoje błędy i iść dalej, a krok w tył nam w tym pomaga. Trzeba się pogodzić z dziwnym losem, który nie jest dla nas łaskawy i wkroczyć na nową, może lepszą ścieżkę życia. Uwierzcie, przerabiałam już kroki w tył i przód i musze wam zdradzić, że faktycznie ta dziwna idea działa.

Ezrę Faulknera poznajemy, kiedy stawia krok w tył. Jego poprzednie życie było usłane triumfem, pomimo jednego incydentu w Disneylandzie. Turysta nie zastosował się do przepisów i dosłownie stracił  głowę. Jego pasją i sensem życia był tenis, który dał mu dużą popularność. Pewnego dnia, Ezra idzie na imprezę i jego cudowny świat się wali. Najpierw kłóci się z dziewczyną, potem nakrywa ją z innym. Wbiega do auta i kilka mil dalej, niespodziewanie, bierze udział w wypadku samochodowym, który zmienia jego życie w piekło.  Lekarze nie dają mu nadziei – nigdy już nie stanie na korcie tenisowym, a jego strzaskane kolano nie wróci do pełnej sprawności.

Cassidy Thorpe jest inna niż wszystkie dziewczyny, które dotychczas poznał Ezra. Wyróżnia się z tłumu ubiorem, a także sposobem bycia. Dziewczyna kilka miesięcy wcześniej uciekła tuż przed finałem najważniejszej debaty, której była faworytką. Ślad po niej zaginął, aż do pierwszego dnia września. Zmieniła szkołę i teraz drogi Ezry i Cassidy się krzyżują.

Nie jest to typowy romans. Jest to powieść o dojrzewaniu, trudnych decyzjach i radzeniu sobie z przeciwnościami losu. Robyn Schneider to czarodziejka słowa, która w magiczny sposób ukazuje życie pełne zwrotów akcji. Zabiera nas do znanego nam świata. Bohaterowie mogliby być naszymi przyjaciółmi, ponieważ utkwieni są w realiach, mają wady i zalety. Utożsamiamy się z nimi. Ta historia porusza nas do łez. Otwiera nasze serce i zostanie z nami na długie lata. Nigdy jej nie zapomnę, pomimo, że zakończenie złamało mnie na kawałki. Po kilku godzinach przemyśleń, wiem, że otworzyło kolejny rozdział. Kolejny krok w tył i dwa w przód.

„Początek wszystkiego” przypomniał mi o najważniejszych aspektach, o których zapominamy biegnąc przez życie. Wyniosłam z niej same pozytywne rzeczy. Wszystko może zmienić się w kilka sekund. Jedna zła decyzja, okoliczność, w której się znajdziemy, a całe nasze plany na przyszłość mogą zawalić się jak domek z kart. Stawianie kolejnych kroków może być trudne, ale możemy się podeprzeć laską, tak jak czyni to Ezra. Najważniejsze, aby odnaleźć siebie i sens, w tym co robimy. Początek wszystkiego, całkowicie nowego, może być nawet lepszy, niż starość zostawiona za plecami. Mamy tylko jedno życie. Dzikie i cenne. Czas je w pełni wykorzystać.

Fragment książki specjalnie dla Was: http://bit.ly/fragmentPW

Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki dziękuję Moondrive! To była czysta przyjemność.
Premiera 14 czerwca.

Zapowiedź: Ostrze Zdrajcy - Sebastien de Castell

6 | Skomentuj

Wielkie Płaszcze. Sędziowie, bohaterowie... zdrajcy?

Król nie żyje, Wielkie Płaszcze rozwiązano, a Falcio val Mond i jego towarzysze Kest i Brasti skończyli jako straż przyboczna szlachcica, który na domiar złego nie chce im płacić. Ale mogło być gorzej – ich chlebodawca mógłby leżeć martwy, podczas gdy oni musieliby bezradnie patrzeć, jak zabójca podrzuca fałszywe dowody wikłające ich w morderstwo. Chwileczkę… Przecież to właśnie się zdarzyło!

W najbardziej zepsutym mieście świata zawiązuje się spisek koronacyjny, a to oznacza, że wszystko, o co walczą Falcio, Kest i Brasti, może lec w gruzach. Jeśli tych trzech zechce przeciąć intrygę, ocalić niewinnych i wskrzesić Wielkie Płaszcze, będą musiały wystarczyć im rapiery w dłoniach i obszarpane skórzane odzienie. Dziś bowiem każdy arystokrata jest tyranem, każdy rycerz – bandytą, a jedyne, czemu można ufać, to ostrze zdrajcy.

Książka zostanie wydana nakładem Wydawnictwa Insignis.

Jestem jej bardzo ciekawa, okładka czaruje. Wyczekuję kuriera!

"Ostrze zdrajcy" dostępne już na: http://www.empik.com/wielkie-plaszcze-tom-1-ostrze-zdrajcy-de-castell-sebastien,p1136192856,ksiazka-p


Buntowniczka z pustyni - Alwyn Hamilton / recenzja na BookTubie

6 | Skomentuj

            Wszyscy mówili mi, że mam to zrobić. Obawiałam się strasznie, nie wiedziałam jak powinno to wyglądać. Pewnego pięknego, deszczowego dnia, siedząc u Moni (@onalubi), natchnęło mnie słońce przebijające się przez warszawskie chmury. Nad głową zapaliła się żarówka jak w bajkach i byłam gotowa, aby nagrać swój pierwszy, całkowicie spontaniczny filmik.


            Więc stanęłam przed aparatem Moni i zaczęłam nawijać o „Buntowniczce z pustyni”. Bez jakiegokolwiek przygotowania (tylko się pomalowałam, aby nie straszyć) i zaczęłam mówić. Tak po prostu opowiadać, o czymś co kocham bezgranicznie. Wyrzuciłam z siebie emocje, które teraz możecie zobaczyć. Bez zastanowienia, na całkowitym spontanie. Teraz możecie poznać mnie lepiej i moją prawdziwą naturę. Mam nadzieję, że wam się spodoba J


Za egzemplarz dziękuję Czwartej Stronie.

Tysiąc pięter - Katharine McGee

0 | Skomentuj

            Wszyscy myślą, że jestem idealna. Od zawsze słyszałam zachwyty na temat mojej urody, zachwalają każdy detal. Prosty nos, wyprofilowane policzki, lśniące włosy, subtelne usta – wszystko zostało zmodyfikowane genetycznie, wybrano tylko najlepsze cechy moich rodziców. Lecz wcale nie jestem idealna, skrywam ogromny sekret, który nie mogę nikomu wyjawić i nigdy nie będę szczęśliwa, bo nie mogę być z nim. Nazywam się Avery i Kindze opowiedziałam swoją historię. Rozsiądźcie się wygodnie, nie wszystko wam się spodoba. Pewnego dnia moje życie i kilku osób krzyżują się w złych okolicznościach, które namieszają w naszym życiu.

            Mój ukochany, przyrodni brat zniknął. Bardzo za nim tęsknię, pomimo, że czasem się odzywa się, aby zameldować, że żyje i ma się dobrze. Nie mogę przestać o nim myśleć. To mój największy sekret. Atlas jest moim największym sekretem. Niespodziewanie go pokochałam i nie wiem, co z tym zrobić. Próbuje się umawiać z innymi facetami, ale żaden nie jest nim. Poznałam Watta i jest bardzo sympatyczny, ale… Marzę tylko o tym, aby wtulić się w ramiona Atlasa i nigdy go nie puścić.

            Nie widziałam Ledy całe wakacje, razem ze swoją rodziną wyjechała do dziadków. Oczywiście, nie mogłam narzekać na brak rozrywki, ale w pewnym sensie tęskniłam za nią i czułam, że coś się z nią dzieje złego. Czasem widziałam ją na imprezach pod wpływem narkotyków, lubiła  także sporo wypić. Martwiłam się o nią, lecz nie mogłam nic zrobić. Sama piłam alkohol, ale zawsze w pewnym sensie ją pilnowałam. Miałam nadzieję, że odpocznie razem z najbliższymi i wróci pełna energii. Od dłuższego czasu podejrzewam, że moja najlepsza przyjaciółka czuje coś do mojego brata, ale nie mam pewności. Wszystko zaczęło się w górach, gdzie byliśmy razem z rodziną. Wtedy też złamałam nogę, a Atlas kilka dni później wyjechał. Mam nadzieję, że to tylko podejrzenia, które nigdy się nie spełnią.

„-Przekleństwo zwycięzcy - szepnęła w jego iTenach Nadia i mógłby przysiąc, że słyszał w jej tonie nutę rozbawienia. - Pojawia się wtedy, gdy zwycięzca dostaje dokładnie to, czego chce, lecz okazuje się, że nie jest to do końca to, czego się spodziewał.”

            Rylin mieszka na jednym z niższych pięter razem z siostrą. Nie znam jej osobiście, słyszałam o niej od znajomych. Wiem, że niedawno straciła mamę, co bardzo nią wstrząsnęło. Musi sobie jakoś radzić. Ma chłopaka, ale on bardziej dokłada jej problemów niż pomaga. Dorabia u mojego kolegi na jednym z wyższych pięter, który jest strasznym kobieciarzem. Widziałam jak patrzy na Rylin, to musi być coś więcej niż tylko pomoc domowa. Czuję, że to tylko pretekst, aby się z nią widywać. Uśmiecha się do niej, jakby świata poza nią nie widział.

            Eris jest także moją przyjaciółką, zmaga się z osobistym dramatem. Razem z matką zostały same. W sumie nie rozumiem całej tej sytuacji. Wiem tylko, że Eris zrobiła badania genetyczne i niespodziewanie zawalił się jej ułożony świat. Niedługo zbliżają się  jej urodziny i postanowiłam ją pocieszyć. Zorganizuję imprezę, przecież jestem w tym dobra i zaproszę wszystkich naszych znajomych.

            „Tysiąc pięter” to przyjemna powieść – pełna dram, zemsty, trudnych rodzinnych sytuacji. To opowieść o dojrzewaniu. Jestem fanką „Plotkary” i oglądałam ją z zapartym tchem, śledząc losy bohaterów i przy tej powieści jest podobnie. Jestem bardzo ciekawa kontynuacji, ponieważ za zakończenie mogłabym udusić Katharine McGee. Nawet napisałam do niej w tej sprawie i odpisała, że po zakończeniu drugiego tomu, będę chciała ją poćwiartować, a koniec części pierwszej nie jest aż tak straszne. Więc czekam cierpliwie na drugi tom, aby się przekonać na własnej skórze, jakie tortury wymyślę dla McGee.


xxx, Kinia

Za możliwość przeczytania tej niezwykłej książki dziękuję Moondrive :)