Firstlife. Pierwsze życie - Gena Showalter


Wybierając kolejne książki do przeczytania, często zwracam uwagę nie tylko na okładkę, recenzję, ale także wydawniczy opis. Jest on dla mnie pierwszym rozdziałem powieści, dzięki niemu wkraczamy w świat magii fantastyki. Powinien być chwytliwy. Wiem, że redakcja książek i wydawnictwa przykuwają dużą uwagę do nich, znają treść i w skrupulatny, plastyczny sposób muszą zabrać czytelnika do świata, który stworzył autor. Rzadko pisząc recenzje na moim blogu kopiuje i pokazuje wam opis z okładki, ale… według mnie jest bardzo, bardzo dobry.

Żyje się tylko raz? Nie w tym świecie, tutaj prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci. Jesteś pełnoletni? A więc pora zdecydować, czy będziesz wyznawać zasady Trojki, czy Miriady. Te dwie frakcje toczą zaciekłą walkę o dusze Niezwerbowanych i prawie nigdy nie grają czysto. Te dwie frakcje toczą zaciekłą walkę o dusze Niezwerbowanych i prawie nigdy nie grają czysto.

Tenley została naznaczona już w chwili narodzin. Jest obdarzona wielką mocą. I Trojką, i Miriada nie cofną się przed niczym, by ją przeciągnąć na swoją stronę. Wciąż nie zdecydowała, dokąd chce trafić po śmierci, a nie wie, że los przygotował dla niej kilka niemiłych niespodzianek.
            Prawda, że zachęcający do sięgnięcia po książkę? Definitywnie jest on wielkim plusem.

            Czytając „Firstlife. Pierwsze życie” korespondowałam z koleżanką, która też w tym czasie zgłębiała się w twórczość Geny Showalter. Razem kroczyłyśmy przez stworzony świat. Na początku nie mogłyśmy powstrzymać zachwytów. Wszystko zaczyna się od humorystycznej wymiany wiadomości, która dała mi nadzieję, że powieść porwie moje miękkie serce, niestety potem poznałam bohaterkę i wszystko prysło jak bańka mydlana.

            Kolejnym plusem jest tło fabuły. Gena w bardzo umiejętny sposób stworzyła dwa równoległe światy, konkurencyjne, tak naprawdę do końca nie wiemy, który jest tym dobry, a który złym. Trójka symbolizuje jasność, klarowność, a Miriada jest kreowana na mniej przyjemny. Kolejnymi atutami są -  wątek miłosny, nietuzinkowy, porywający, oraz motywy bohaterów, które zawsze są niejasne.

            Nie lubię w swoich recenzjach opisywać złych rzeczy na temat książki. W „Firstlife” czegoś mi brakowała, nie polubiłam głównej bohaterki i miałam straszny problem, aby brnąć przez fabułę. Przeszkadzała mi i uważam, że bez niej ta powieść byłaby rewelacyjna. Jej wybory doprowadzały mnie do szewskiej gorączki, ale całość prezentuje się dobrze.

            Powinniście sięgnąć po nią, pomimo, że nie podobała mi się do końca. Czytałam różne opinie i większość się podoba, coś musi w niej być J


            Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins.

8 komentarzy:

  1. Miałam bardzo podobne odczucia. Taki troszkę "efekt odgrzewanego kotleta" z tymi frakcjami i (nie)zwykłą główną bohaterką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie właśnie na początku bardzo zaintrygował opis książki, ale z ciekawości postanowiłam poczytać opinie za graniczne i się okazało, że wcale nie jest taka wychwalana. Stwierdziłam, że jednak sobie ją daruję. Teraz tylko właśnie czekam na wszystkie słabe opinie. :D By cieszyć się z tego, że jednak dobrze, że jej nie wzięłam do recenzji. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahha jaki Sherlock XD ja chciałam sprawdzić na własnej skórze :p

      Usuń
  3. Czytałam jedną z wcześniejszych serii autorki i tam również główna bohaterka nie była zbyt ciekawą postacią. To chyba pięta Achillesa tej autorki. Po książkę sięgnę raczej, jak mi się przypadkowo napatoczy i akurat będę miała ochotę. Na razie nią jestem nią zainteresowana. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam zamiar ją w najbliższym czasie przeczytać :D Boję się tej głównej bohaterki, ale może nie będzie aż tak źle...

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń