[Przedpremierowo] Flower. Jak kwiat - Elizabeth Craft, Shea Olsen

4 | Skomentuj

            Kiedy jesteśmy mali snujemy marzenia na temat przyszłości. Już wtedy w naszych głowach kreują się drogi, którymi pójdziemy, uzyskując odpowiedni wiek. Nie chcemy być jak bliscy, mamy do spełnienia i zdobycia ścieżkę zawodową, która da nam dobry start w dorosłym życiu. Dzięki temu, nie popełnimy błędów wielu kobiet, które nas otaczają. Jesteśmy pewni siebie – zero randek, chłopaków, skupiamy się na nauce, ocenach, dodatkowych przedmiotach i zadaniach. Niestety życie potrafi zaskoczyć i pokrzyżować nasze plany.

            Charlotte jest szarą myszką, jej życie jest nudne, nie imprezuje, nie spotyka się z nikim, piątkowe wieczory spędza w kwiaciarni lub przy książkach. W wolnym czasie opiekuje się Leonem, dzieckiem siostry. Kiedy jej najlepszy przyjaciel, Carlos, chce ją gdzieś wyciągnąć, zawsze znajduje szereg wymówek. Pewnego wieczoru do kwiaciarni przychodzi Tate, tak naprawdę nie wie, co chce kupić. Widział młodą kobietę uśmiechającą się szeroko, tak naturalną i piękną przez witrynę sklepową. W końcu wybiera purpurowe róże, ulubione kwiaty sprzedawczyni, która go oczarowała.

            „Flower. Jak kwiat” to opowieść współczesnego Kopciuszka, który spotkał księcia. Życie młodej kobiety i związek z tajemniczym mężczyzną nie jest wcale prosty, ponieważ Tate skrywa wiele sekretów. Czasem mają one drastyczny skutek i odbijają duże piętno na Charlotte. Zawód, który wykonuje jest trudny i częste wyjazdy mogą doprowadzić do kłótni i niedomówień, a nawet zazdrości. Jak skończy się ta historia? Czy bajka Charlotte będzie miała happy end?

            Elizabeth Craft i Shea Olsen stworzyły przyjemny świat, w którym rozpływają się czytelnicy. Opowieść jest lekka, łatwa w odbiorze. Opowiada o problemach młodych ludzi, o nieszczęśliwej miłości, próbie ułożenia sobie życia, poważnych marzeniach i trudnych problemach, które są nam tak bliskie. Powieść pochłonęłam jednego wieczoru, za wszelką cenę, chciałam dowiedzieć się, jak skończy ta historia. Czy Tate się zmieni, czy Charlotte odnajdzie właściwą drogę swojego życia i co jeszcze przygotowały dla niej autorki utworu?

            Jeżeli bardzo nam na czymś zależy, powinniśmy doprowadzić sprawę do końca. Powinniśmy walczyć o słuszne sprawy i kierować się głosem serca. Nawet jeżeli wszyscy nam powtarzają, że wybierane przez nas decyzje są szalone i mogą popsuć nam życie. „Flower. Jak kwiat” uczy nas konsekwencji czynów, nikt za nas nie przeżyje kolejnych minut, dni, lat, które na nas czekają. To my jesteśmy kowalami swojego losu. Z uśmiechem na twarzy wysłuchajmy innych, ale to od nas zależy jak będziemy żyć. Charlotte jest idealnym dowodem, że marzenia trzeba brać w swoje ręce i je spełniać.

            „Flower. Jak kwiat” to pełna obrotów akcji powieść, gdzie kopciuszek nie powinien pokochać księcia. Jest to opowieść zakazanych uczuć dwóch światów, które trudno pogodzić. Miłość dla niektórych jest niespodzianką, którą trzeba pielęgnować, troszczyć się o nią, aby mogła rozkwitnąć. Prawdziwa miłość jest marzeniem do spełnienia.


Oficjalna premiera – 15.02.2017
Autor – Elizabeth Craft, Shea Olsen
Tytuł – Flower. Jak kwiat
Wydawnictwo – Literackie

Dziewczyna z daleka - Magdalena Knedler

0 | Skomentuj

            „Dziewczyna z daleka” wywołuje emocje, których nie znamy. W pędzie życia zapominamy o przeszłości, która wyrządziła tyle zła naszym przodkom. Ta opowieść niesie ze sobą pamięć poległych, miłość bliskich i tajemnice skrywane dziesiątki lat.

            Ostatnio coraz rzadziej płaczę czytając powieści, ale poznając „Dziewczynę z daleka” było całkowicie inaczej. Wojna niesie zniszczenia, śmierć, zagładę, każda nasza decyzja jest ważna, musimy stanąć po czyjejś stronie, wybrać sojuszników. Ten werdykt może uratować nam życie lub je nam odebrać.  Przeraża mnie słowo „łagry”, wiem, co się za nim kryje, tak samo jak czym była wojna dla moich dziadków. Trudno jest myśleć, że nasi przodkowie przeżyli piekło, abyśmy teraz mogli być wolni.

            Powieść znakomitej Magdaleny Knedler jest wzruszająca. Kiedy pewnego dnia w spokojnym miasteczku pojawia się młody Anglik, Natasza Silsterwitz jest świadoma, co się zdarzy. Tajemnica, którą nosiła w sercu od wielu lat musi wyjść na światło dzienne. Będzie musiała odkryć demony przeszłości, które zmienią nie tylko jej życie, ale także wnuczki Mileny. Nocą, kiedy słońce zachodzi za domami, Natasza siada przy stole i ukazuje swoją smutną historię. Nie jest to opowieść, którą słuchamy z wypiekami na twarzy, nie możemy się oderwać, choć w oczach często ukazują się łzy. Chcemy poznać każdy szczegół. Przy stole siedzi Artur, Milena, Wojtek i słuchają, jak kobieta odkrywa przez nimi swoje życie.

            „Dziewczyna z daleka” to spowiedź starej Silsterwitz. Ukazując prawdę, z serca spada jej ogromny ciężar, który nosiła od wojny. Rozlicza się z całym światem i wnuczką. Żegna przeszłość. To niesamowita historia, pełna przerażających zdarzeń. Przedwojenna Wileńszczyzna i skuta lodem Syberia są miejscem dramatycznych wydarzeń wojny, brutalności i życia, które przeżyła wtedy młoda kobieta. Pewnych sytuacji nie może sobie wybaczyć, obwinia się za śmierć człowieka, którego kochała, choć nie była to jej wina.

            Powieść jest stworzona na historycznym fundamencie, który posiada niezwykłe tajemnice. Pozwala to na zrozumienie sytuacji, która w tamtych czasach panowała w Rosji, szczególnie, że dziś o tym niewiele wiemy i mówimy. Mam wrażenie, że dzięki temu jest idealna, perfekcyjna. Każdy walor jest godny uwagi. Styl pisarki zapiera dech i w niezwykły sposób zabiera nas w podróż, o której już nigdy nie zapomnimy. Utożsamiamy się z bohaterami, współczujemy im, dopingujemy i czekamy, czym jeszcze nas zaskoczą. Postacie są bardzo charakterystyczni, silny, ich charaktery ścierają się, czasem dochodzi do spięć, kłótni, ale także emocjonalnych wyładowań. Nie spodziewamy się miłosnych uniesień, wyznań miłości. Jest to słodko-gorzka opowieść o życiu, które nas zadziwia.

            Polecam „Dziewczynę z daleka”, ponieważ wywołała u mnie wiele emocji. Skradła serce, jest niezwykła, unikatowa, nieprzerysowana, nietuzinkowa i bardzo dobrze napisana. To była moja pierwsza książka Magdaleny Knedler i już teraz wiem, że na zawsze zostanie jedną z ulubionych i najbardziej utalentowanych. Jej twórczość jest bezbłędna, a najnowsza powieść jest tego dowodem.


Autor – Magdalena Knedler
Tytuł – Dziewczyna z daleka
Wydawnictwo – Novae Res

Assassin's Creed - Christie Golden

10 | Skomentuj

Przeznaczenie mamy we krwi. To ona kieruje naszym losem.

            Długo zastanawiałam się, co napisać o tej książce. Zaskoczyła mnie, zakończenie pozostawiło mnie w dawno niespotykanym, czytelniczym szoku. Dwa dni zajęło mi przetrawienie informacji, cały czas powtarzałam tylko: „Jak to? O co chodzi? Jak to mogło się tak skończyć?”. A jednak, właśnie tak się skończyło.

            Uwielbiam każdą serię o walce pomiędzy asasynami a templariuszami. Ich konflikt sięga odległych lat. Wpajane mądrości i morały przetrwały wieki, zmieniła się tylko technologia, która pozwala dziś przenieść się do tamtych czasów i odsłonić tajemnice, które są strzeżone. Każdy chce przejąć władze, a niezwykłe atrybuty mogą w tym pomóc. Tym razem stawka jest niezwykle wysoka, Jabłko Edenu nie może trafić w niepowołane ręce. Z pomocą odkrycia sekretów i zagadek przeszłości, jak zawsze przychodzi Animus.

            Callum Lynch, niezwykły pod każdym kątem. Od najmłodszych lat jego życie jest siatką niespodzianek, które zmieniają małego chłopca w dorosłego człowieka, walczącego o przetrwanie. Kiedy wraca pewnej nocy do domu, zastaje zwłoki matki i ojca stojącego nad nią. Kiełkuje w nim agresja i chęć zemsty, choć nie wszystko, co jest dla niego jasne, było prawdą. Istnieją zawsze dwie strony medalu, my musimy tylko wybrać tą właściwą.

            Kiedy paręnaście lat później Lynch odsiaduje wyrok za zamordowanie alfonsa i już ma żegnać się z życiem w sali egzekucyjnej, sprawy nabierają niespodziewanego tempa. Wszystko się zmienia, kiedy budzi się w Hiszpanii i dzięki Animusowi zostaje przeniesiony do przeszłości i poznaje swojego przodka, Aguilara de Nerha, asasyna, wyznawcę Credo.

            Jak zawsze akcja toczy się w dwóch miejscach, przeszłości, którą poznajemy dzięki genetycznym wspomnieniom oraz teraźniejszości. „Assassin’s Creed” jest niezwykłą opowieścią o walce dobra ze złem, moralności, miłości, zaufaniu, świata pełnego tajemniczości i zwrotów akcji. Nie wiemy, kto jest dobry, komu zaufać, nie wiemy, kto może wbić nam nóż w plecy, a kto okaże się pomocny. Musimy cały czas obserwować i liczyć na swój niezawodny instynkt. Najważniejsze jest odzyskanie Jabłka Edenu, które może zdziałać wiele dobrego, ale także niezliczoną ilość zła.

            Bohaterowie są niezwykli, charakterystyczni i pełni sprzeczności. Musicie sami się przekonać, dlaczego ukochałam sobie Marię, której damskiej postaci chciałabym wbić nóż w plecy, kim jest Musso i dlaczego wolę przeszłość od teraźniejszości. „Assassin’s Creed” zabierze was w świat pełen walk, brutalności, sekretów i szokujących wydarzeń.

„Działamy w ciemności, aby służyć światłu.
Jesteśmy asasynami.”

            Jak już wspominałam, zakończenie rozwaliło mnie na łopatki, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Dzięki temu, uważam, że książka jest rewelacyjna i każdy fan fantasy, gier, ale także walki dobra ze złem, powinien ją przeczytać. To obowiązkowa lektura, którą gorąco polecam. Nie pożałujecie i mam nadzieję, że wywoła u was tak samo wiele sprzecznych odczuć co u mnie. 

Amelia Bedelia - Peggy Parish

2 | Skomentuj

            Dawno nie miałam w ręce bajki dla dzieci, chociaż uważam, że od czasu do czasu, nawet dorosły może na chwilę stać się dzieckiem. Chyba prawie każdy lubi się przenieść w niezwykły świat, gdzie na zmartwienia nie ma miejsca, a szara rzeczywistość pokolorowana jest paletą niezwykłym barw, jeżeli nie – jest smętny i nijaki. Opowieść o (nie)profesjonalnej sprzątaczce jest kolorowa i zabawna oraz wywołuje szeroki uśmiech na twarzy słuchacza i czytającego.

            Poznajemy przewrotną historią o służącej, która dosadnie bierze do siebie wyznaczone jej zadania. Czytając towarzyszy nam niedowierzenie, ale także gromki śmiech. Poczynania Amelii są absurdalne i niedorzeczne, co może nie spodobać się właścicielom rezydencji, w której pracuje. Jej pomysły zaskoczyły mnie tak bardzo, że kiedy wieszając żarówki na dworze, aby odpoczęły, ocierałam łzy rozbawienia.

            „Amelia Bedelia” to pierwszy tom amerykańskiej serii dla dzieci, przetłumaczony przez Wojciecha Manna. Największy talent służącej, która robi dokładnie to, o co ją poprosisz jest tort bezowy, który w zadziwiający sposób ratuje sytuację, kiedy ma poważne kłopoty. Przy Amelii trzeba uważać na słowa, ponieważ to one w naszym życiu odgrywają największą rolę i tego właśnie uczy nas służąca, na własnym przykładzie. Opowieść poprawia humor i relaksuje. Jest niezwykła.

            Po co jest linijka, jak zdjęła zasłony, kiedy żarówki mogą się przeziębić, czy kurczak jest chłopcem, czy dziewczynką? Tego wszystkiego dowiecie się, sięgając po książkę, która wywoła uśmiech i nadaje radość w szare dni. Ciekawe, co wymyśli w kolejnych częściach serii Amelia Bedelia.

Autor – Peggy Parish
Tytuł – Amelia Bedelia
Wydawnictwo – Literackie 

Kiedy pada deszcz - Lisa De Jong

3 | Skomentuj

            Wtedy padał deszcze. Uderzał w parapet, kiedy kończył się dla niej świat. Każda sekunda coraz bardziej ją niszczyła, pozostawiając tylko cząstkę, pozostałość po dawnej dziewczynie. Pamiętam, że kiedy zaczęłam czytać tę powieść, jechałam autobusem pełnym ludzi, a ja prawie rozpłakałam się na trzydziestej piątej stronie. Miałam łzy w oczach, które z trudem powstrzymałam. Już wtedy wiedziałam, że to szczególne opowiadanie, które trzymam w dłoni, zmieni moje życie, tak jak zmieniło Kate. Nie będę umiała się pozbierać, pomimo, że nie spodziewałam się, co stanie dalej. Jaka przygoda jest przygotowana dla bohaterki i dla mnie.

            Mam wielki sentyment do tego imienia, w moim sercu jest już jedna Kate, bohaterka „Promyczka”, z którą przeżyłam niezwykłą historię, po której nie umiałam się pozbierać. Dlatego oczekiwałam, że Kate, którą teraz poznaję, będzie równie dobra i nie zawiodłam się.

Lisa De Jong stworzyła świat pełen cierpienia i zdarzeń, które odmieniły młodą kobietę. Kiedy czytam takie historie, mam wrażenie, że to niesprawiedliwe – dlaczego tak wiele zła spotyka jedną osobę i to w dodatku taką kruchą. Bohaterka przeżyła coś strasznego i trudno jest jej odbudować swój świat na nowo. Czasem wszystko nas przerasta, czujemy, że nic nam nie wyjdzie, wszystkie chęci i marzenia odchodzą w niepamięć, ponieważ w głowie mamy wciąż ten szczególny moment, który nas zniszczył. Dramatyczne wspomnienia są jak demony, które do nas wracają.

Jedyną osobą, której ufa Kate, jest jej przyjaciel, którego zna od dziecka. Niestety on lada moment wyjeżdża na studia i zostawia ją w małym miasteczku samą. Bea nie ma pojęcia, co przeżyła Kate, wiadomo jest, że nie jest mu obojętna. Martwi się o nią i chce jej pomóc. W głębi serca czuje, że nie powinien jechać. Już dawno ją pokochał, jest dla niego wszystkim. Parę dni po wyjeździe Bea, do miasta przyjeżdża Asher. I całe życie Kate się zmienia.

„Kiedy pada deszcz” to cudowna historia, niesamowita, wzruszająca. Opowiada o tym, jak trudno podnieść się po dramatycznych zdarzeniach, jak odnaleźć wsparcie w bliskich osobach, jak ważna w życiu każdego człowieka jest miłość. Uczy nadziei, po każdej burzy wychodzi słońce.


Autor – Lisa De Jong
            Tytuł – Kiedy Pada Deszcz
            Wydawnictwo – Filia 

Eat Pretty. Jedz i bądź piękna - Jolene Hart

0 | Skomentuj

            Jedz i bądź piękna. Ale czy to możliwe? Wiele razy słyszałam, że jesteśmy tym, co jemy – jesz pączki, jesteś pączkiem, jesz schabowego, jesteś jak świnka. Traktowałam to z przymrużeniem oka, nie zdając sobie sprawy, że to co dostarczamy naszemu organizmowi, ma największy wpływ na organizm. Z każdej strony jesteśmy bombardowani informacjami na temat zdrowego trybu życia. Szczerze? Można już się w tym pogubić, dociera do nas wiele sprzecznych wiadomości. Styczeń jest miesiącem wdrażania noworocznych postanowień, ale komu zaufać i powierzyć swój los? Z pomocą przyszła nam Jolene Hart, która na własnym przykładzie udowadnia, że prawdziwe piękno drzemie w każdej z nas.

            Witamy nową filozofię piękna! Jolene Hart, autorka poradnika, zmagała się z wieloma problemami, które są znane nam z autopsji. Jest coachem z certyfikatem Instytutu Zrównoważonego Żywienia, byłą redaktor działu urody w czasopismach krajowych i międzynarodowych oraz założycielką pionierskiego gabinetu coachingu dla zdrowia i urody. Po rozwiązaniu wieloletnich problemów z cerą poprzez zmianę diety i stylu życia, zaczęła uczyć kobiety, jak wykorzystać drzemiącą w nich moc do zmiany własnego samopoczucia oraz wyglądu poprzez drobne, ale znaczące zmiany w diecie i stosunku do siebie. Jej filozofia jest przyszłością. Możemy jej zaufać.


            Poradnik podzielony jest na trzy części. Najbardziej spodobał mi się rozdział: „Cztery pory roku Eat Pretty – pięknej diety”. Nie zdawałam sobie sprawy, że pory roku mają jakieś znaczenie. Okazuje się, że to według nich powinniśmy ustalać swoją dietę, korzystać z sezonowych produktów oraz dostosowywać pielęgnację skóry do zmieniającej się aury za oknem. Jest to bardzo ważne, zimą nasze ciało potrzebuje czegoś innego niż latem. Dodatkowo Jolene Hart przygotowała dla czytelniczek przepisy na każdą porę oraz wyszczególniła produkty, na które powinniśmy zwrócić uwagę.

            Filozofia Eat Pretty nie zamyka się tylko na poradniku. W ofercie znajdziemy także „Twój osobisty kalendarz piękna”, który pomoże nam wytrwać w postanowieniu zdrowego odżywania. W środku znajdziemy specjalny dzienniczek posiłków, ale także mnóstwo inspiracji. Od teraz możemy kontrolować, to co jemy i cieszyć się zdrowiem.

            Książki są pięknie wydane, a w środku znajdziemy same skarby, które pomogą nam utrzymać wagę i zadbać o organizm. Najważniejsze, aby opróżnić szafkę pełną chemicznych kosmetyków i zadbać o to, co mamy w lodówce. Ja znalazłam w tym dodatkowy plus – jeżeli pozbędziemy się kupowanych, czasem drogich kosmetyków, które zamiast pomagać nam szkodzą, zaoszczędzimy pieniądze i znajdziemy dodatkowe fundusze. Możemy połączyć przyjemne z pożytecznym.


            Autor – Jolene Hart
            Tytuł – Eat Pretty. Jedz i bądź piękna
            Wydawnictwo - Znak            

Królowa Pomorza - Andrea Camilleri

0 | Skomentuj

„- Mnie jest przykro tylko z jednego powodu – powiedział –
że w niedzielę nie będę mógł włożyć nowych butów.”

„Królowa Pomorza” to zbiór ośmiu nowel o życiu pewnej społeczności. Poznajemy ich życie, wady, zalety, przyzwyczajenia i upodobania. Czuć sycylijski klimat i śródziemnomorską atmosferę. Powiew świeżości.

            Andrea Camilleri to włoski pisarz, a co najważniejsze reżyser teatralny. Posiada niezwykły zmysł obserwacji. Prozą powieściową zajął się późno, ale od razu odniósł niezwykły sukces. Jest autorem licznych opowiadań, sławę przyniósł mu komisarz Montalbano. Jego książki tłumaczone za granicą stały się bestsellerami.

„Co się wydarzy w małym sycylijskim miasteczku, gdy dwóch sprzedawców lodów, o równie bujnej fantazji, co niewzruszonym uporze jest rywalami zarówno w miłości jak w interesach? Lub, gdy w okresie rozkwitu faszyzmu pewien ogrodnik odziedziczy szczególnie upartego osła zwanego „Mussolini”? Albo, gdy po powrocie demokracji, mieszkańcy Vigaty zaczną się oddawać pewnej ryzykownej grze?”

            „Królowa Pomorza” to lekka opowieść o pewnej grupie społecznej. Łączy ich dużo spraw, ale jeszcze więcej dzieli. Poznajemy wielu bohaterów, każdy jest inny, charakterystyczny. Każdy kieruje się swoim dobrem. Opowiadania są lekkie, czasem humorystyczne, czasem dramatyczne. Nie możemy spodziewać się, co zaraz się wydarzy, czy brat jednak ubierze buty, czy może pójdzie do wojska i obuwie ubierze ojciec. Folkowe opowieści wprawiają nas w pozytywny humor, są relaksujące.

„- A jeśli podczas tego tygodnia spotkasz kogoś, kto też ci się spodoba, to co wtedy?
Znowu się roześmiała.
- To wtedy mam dwóch narzeczonych.”

            Moimi faworytami są „Nowe buty” i „Romeo i Julia”, posiadają specyficzny sycylijski humor i wywołały uśmiech na mojej twarzy. Godzinami mogłabym cytować ulubione przemyślenia, dialogi pochodzące z książki. Jest pełna zawrotnych stwierdzeń i anegdot. Camilleri ukazuje nam swoje spojrzenie na człowieka, jako reżyser teatralny przez lata wymyślał i dostrzegał, to co nie potrafimy dostrzec my, szarzy ludzie. Czasem jest sarkastyczny, ale nigdy pesymistyczny. Z humorem przekazuje nam obraz pozytywny, dający rozrywkę.

Autor – Andrea Camilleri
Tytuł – Królowa Pomorza
Wydawnictwo Literackie

Piąta pora roku - N. K. Jemisin

0 | Skomentuj

„Rozpoczął się czas końca.
Rozpoczął się wielką czerwoną wyrwą biegnącą przez środek kontynentu i plującą popiołem.
Rozpoczął się śmiercią syna i porwaniem córki.
Rozpoczął się zdradą i zaognieniem ran.
Oto Bezruch, przywykły do katastrof świat, gdzie mocą ziemi włada się jak bronią. I gdzie nie ma litości.”

Po „Piątą porę roku” sięgałam trzy razy. Po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron, stwierdziłam, że ta książka nie jest dla mnie, że nie dam rady. Coś cały czas wydawało mi się nie tak, przeszkadzało i rozpraszało uwagę. Byłam zawiedziona. Powieść otrzymała nagrodę kapituły Hugo i byłam ciekawa, co kryje się za nią, dlaczego to właśnie ta pozycja została uhonorowana tak ważną nagrodą literacką. Zabierałam ją ze sobą wszędzie, aby się do niej przekonać, aż w końcu się udało.

Wszystko zaczyna się od trzęsienia ziemi, które dzieli kontynent na dwie części. Wielki, czerwony krater, buchający lawą i popiołem. W środku tych wydarzeń jest Essun. Pod maską zwyczajności, skrywa ogromny sekret. Ta tajemnica może wyrządzić wiele szkód, nawet większych niż trzęsienie ziemi, które podzieliło kontynent. Kobieta, a w szczególności matka, dla swoich pociech zrobi wszystko. Niestety Ucho, został pobity przez swojego ojca. Nie uchroniła go przed najbliższą mu osobą, która zamordowała go z zimną krwią, za jego inność. Jej mały syn nie żyje, a córce grozi jeszcze większe niebezpieczeństwo, została uprowadzona przez zabójcę. Essun nie ma czasu na żałobę. Jeżeli chce wyrwać z rąk swojego męża jej jedyne już dziecko, musi być silna. Musi walczyć. Nic ją nie powstrzyma.

„Jego towarzyszka nie odpowiada. Mężczyzna nie oczekiwał tego, choć jakaś jego część miała na to nadzieję. Doskwiera mu samotność.
Nadzieja jest jednak nieistotna, podobnie jak wiele innych uczuć, o których wie, że prowadzą wyłącznie do rozpaczy. Dokładnie to już przemyślał. Czas rozterek minął.”

            N. K. Jemisin zabiera nas w niezwykły świat fantasy. Bohaterowie są nietuzinkowi, silni, posiadają mocne charaktery, które bardzo często się ocierają, niosąc zadziwiające skutki. Są to postacie z krwi i kości, którzy mają swoje problemy i tak jak my, stają przed trudnymi wyborami. Muszą walczyć z trudnościami losu, możemy utożsamiać się z nimi. Powieść przeplatana jest ludowymi powiedzeniami, które dodają naturalności i folku. Narracja jest całkowitym mistrzostwem – połączenie opowieści widzianej z różnej perspektywy Essun, Sjen, Damaya zachwyca. Mogłoby się wydawać, że to się nie uda, a jednak, wątki się splatają i tworzą spójną, zadziwiającą całość.

            Książka niesie ze sobą przesłanie, które autorka w bezbłędny sposób ukryła pod osłoną dobrego fantasy. Właśnie to doceniła kapituła Hugo. N. K. Jemisin porusza w swojej powieści trudne tematy – pewien polityczny wymiar, przekleństwo inności, szkalowanie odrębności i prześladowanie grup etnicznych. Opowieść dzięki temu jest ponadczasowa, współcześnie prawdziwa.

„Powinnaś wiedzieć, jak wielkie masz szczęście: górotwory często poznają swoją prawdziwą naturę, zabijając członka rodziny albo któregoś z przyjaciół. W końcu to ci, których kochamy, najbardziej nas krzywdzą.”



            Tytuł: Piąta pora roku
            Autor: N. K. Jemisin
            Wydawnictwo: Sine Qua Non

Dziewczyna, którą kochałeś - Jojo Moyes

4 | Skomentuj

„Za kilka minut zobaczysz wyraźniej kolory. Nazywa się „Dziewczyna, która kochałeś”. A w każdym razie ja – my – tak uważam. Z tyłu, na ramie jest taki napis. Ona… to jest moja ulubiona rzecz w całym domu. Właściwie ulubiona na całym świecie.”

„Dziewczyna, którą kochałeś” zszokowała mnie. Nie spodziewałam się takiej historii, chyba nie byłam na nią gotowa. Oczekiwałam, czegoś bardziej w stylu pierwszych publikacji autorki, które czytałam. Emocjonalnego wybuchu, pogoni za miłością, uśmiechu przez łzy, a otrzymałam dojrzałą powieść, która wkradła się do mojego serca, bardziej niż „Zanim się pojawiłeś”. Ponad pięćset stron genialnej opowieści, które potwierdzają talent pisarski Jojo Moyes. Jest to znakomita powieść o sile kobiet, które potrafią zawalczyć o miłość, ale także o siebie.

         Książka podzielona jest na dwie części. Najpierw autorka zabiera nas do 1916 roku, St Péronne. W mieście nastały trudne czasy dla mieszkańców, są pod ciągłą kontrolą niemieckich wojsk, wprowadzono godzinę policyjną. Lecz to głód jest ich największym wrogiem – doskwiera im każdego dnia bez wyjątku, tak samo mocno dorosłym jak i dzieciom. Kobiety zostały same w domach ze swoimi pociechami, codziennie martwiąc się o mężów, którzy walczą na froncie w obronie ojczyzny. W centrum tych wydarzeń i nieszczęść jest Sophie. Niegdyś radosna, z błyskiem w oku i uśmiechem na ustach, teraz wychudzona i zmęczona. Tylko obraz namalowany przez męża przypomina jej, kim była przed wojną. Kobietą o wielu barwach, która w świetle mieniła się różnymi kolorami. Teraz „Dziewczyna, którą kochałeś” wisi w sali hotelu, który prowadzi wraz z siostrą.

            Opowieść Sophie urzekła mnie swoją brutalną rzeczywistością. Tło okupowanej Francji  było bardzo naturalne, co więcej ta historia mogła zdarzyć się naprawdę. Z drżącym sercem śledziłam życie bohaterki. Czułam obawy, kiedy Kommandant sprawujący nadzór nad miastem, zainteresował się obrazem, ale także kobietą z portretu. Bałam się o nią, jak o młodszą siostrę, której może stać się krzywda.

            W drugiej części książki autorka zabiera nas do teraźniejszości. Za sobą mamy już wojnę, nieszczęścia, śmierć i głód. Możemy żyć spokojnie, ciesząc się wolnością. Niestety życie Liv wcale nie jest proste. W jej sypialni wisi „Dziewczyna, którą kochałeś”, ten obraz to wszystko, co zostało jej po śmierci męża. Jest pamiątką. Kocha ten obraz całą sobą, utożsamia się z nim, daje jej nadzieję. Kiedy Liv ma już zamknąć tragiczny rozdział swojego życia, pogodzić się z śmiercią ukochanego, spotyka Paula. Ich drogi krzyżują się, zanim tak naprawdę Liv przychodzi do baru i po raz pierwszy spotyka mężczyznę. Pomiędzy nimi budzi się nić porozumienia i mogłoby być pięknie jak w bajce, gdyby nie fakt, że ktoś chce odebrać Liv cenny obraz, a Paul pracuje dla niego. Niespodziewanie stają po dwóch różnych stronach i muszą ze sobą walczyć.

            Czytałam już wcześniej książki Jojo Moyes, ale „Dziewczyna, którą kochałeś” to coś nowego, niesamowitego. Zaryzykowałabym stwierdzeniem, że jest lepsza niż poprzednie książki autorki. Zachwyca mnie każde słowo, zdanie, a całość tworzy coś fenomenalnego. Jest to pozycja, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Różnorodność pozwala nam na utożsamianie z wieloma bohaterami, możemy ich uwielbiać i nienawidzić. Fabuła jest ciekawa i z napięciem czekamy, aż Jojo odkryje przed nami kolejny sekret, ale także trochę namiesza, jak czarodziejka. Dzięki tej pozycji odnalazłam nadzieję, że nawet w najgorszych chwilach, wszystko może się poukładać, tylko trzeba słuchać głosu serca. To bestsellerowa opowieść o dwóch różnych kobietach, żyją w innych czasach, ale łączy je tak wiele. Historia Sophie i Liv jest zjawiskowa.

            Z czystym sumieniem, mogę polecić tę książkę każdemu, bez wyjątku. Sama mam w planie zakupienie kilku i obdarowanie bliskich przy najbliższej okazji. Polecam ją, nie zawiedziecie się.


            To mała zapowiedź akcji promocyjnej „Dziewczyny, którą kochałeś”, do której zaprosiło mnie Wydawnictwo Znak. Niespodzianka pojawi się na facebook’u „Między słowami”. Już teraz was zapraszam.

            Autor: Jojo Moyes
            Tytuł: Dziewczyna, która kochałeś
            Wydawnictwo: Między słowami, Znak

Wydawnictwo [ze słownikiem], czyli czytanie w obcym języku dla każdego

4 | Skomentuj

Czytać każdy może i potrafi. Choć czasem ogranicza nas język, obcy język, którym nie posługujemy się biegle lub w ogóle go nie znamy. Od wielu lat w szkole uczymy się obowiązkowego, dodatkowego języka, nie zawsze podchodzimy do niego poważnie, obijamy się i dopiero w dorosłym życiu stwierdzamy, że był to błąd. Wtedy musimy nadrobić nasze niedociągnięcia z przeszłości i wyrzucamy sobie potknięcia i zaniedbania młodości. Sama w podstawówce i gimnazjum podchodziłam do języka angielskiego z lekkim przymrużeniem oka, zmieniło się dopiero, kiedy w liceum trafiłam na wymagającego nauczyciela i choć było ciężko nadrobić braki, dzisiaj dziękuję dydaktykowi, że tak solidnie piłował nasz filologiczny temperament.

Dziś mając dwadzieścia dwa lata, wiem, że język angielski jest przyszłością. Choć jestem studentką filologii polskiej i w przyszłości chcę uczyć naszego narodowego języka, zdaję sobie sprawę, jak ważna jest umiejętność posługiwania się obcym językiem. Na szczęście żyjemy w XXI wieku i z pomocą przychodzą pewne niesamowite instytucje, które pozwalają nam szybciej i sprawniej poznać oraz doszkolić język angielski.

Mam wiele czytelniczych marzeń, jednym z nich od zawsze było przeczytanie książki w języku obcym. Chyba każdy miłośnik książek marzy o tym, aby choć raz zatracić się w książce w oryginalnym języku. W spełnieniu tego marzenia przyszło wydawnictwo [ze słownikiem]. Od 2012 roku spełnia marzenia czytelników literatury, którzy obawiają, że nie poradzą sobie ze znajomością języka w takim stopniu, aby bez żadnych problemów przenieść się w świat opisany przez autora powieści. Sama obawiałam się, że częste sięganie po słownik zniszczy całą przyjemność czytania. 

            „Seria publikacji opracowanych i wydanych przez [ze słownikiem] ma na celu ułatwienie zrozumienia czytanych powieści. W odróżnieniu od wydawnictw dwujęzycznych pozostawia czytelnikowi interpretację znaczeń i kontekstów, a tym samym sprawia, że czytanie w języku obcym staje się nie tylko przyjemne, ale i rozwija umiejętności językowe. Każda książka wydana przez Wydawnictwo [ze słownikiem] zawiera trzy słowniki ułatwiające jej zrozumienie i sprawiająca, że czytanie w języku angielskim staje się przyjemnością:

·         Słownik najczęściej występujących i najprostszych słów w danej publikacji. Znajomość słownictwa z tego słownika pozwala na zrozumienie ponad 80 % treści książki.
·         Podręczny słownik na marginesie każdej strony – zawiera wszystkie nowe słowa, które nie zostały ujęte w słowniku najczęściej występujących słów.
·         Kompletny słownik wszystkich słów i form, które wystąpiły w danej publikacji pozwala na odnalezienie nieznanego słowa, jeżeli czytelnik zapomniał wcześniej wyjaśnionego znaczenia.”

Osobiście jestem zachwycona samą ideą i nie raz kupię książkę od wydawnictwa [ze słownikiem] dla bliskiej osoby, na przykład młodszej kuzynki, która uwielbia „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” czy „Piotrusia Pana”. W swojej biblioteczce posiadam „Przygody Sherlocka Holmesa” oraz „Alicję w Krainie Czarów” i wydanie jest genialne, a czytanie sprawia dużą frajdę. Dlatego polecam całym sercem!



Początek Kiniabook, czyli jak spełniam swoje marzenia

10 | Skomentuj

          Najważniejsze to przyznać się przed samą sobą, że ma się problem. Poważny problem, który nie daje spać po nocach, zabiera sen z powiek i doprowadza do szybszego bicia serca, choć nie ma nic wspólnego z miłością i motylkami w brzuchu. Jestem statystycznym przykładem i nie cieszy mnie fakt, że pojawiam się w kolorowych słupkach z podpisem: „Oni mają z tym problem”. Często zastanawiam się, dlaczego tak się stało, skąd się wzięło, jakim cudem mnie dopadło, co mogę z tym zrobić – i kiedy już następuje oświecenie, nad moją głową pali się jaskrawa żarówka, przepowiadająca sukces, nagle wracam do starych nawyków i słów Scarlett O’Hary: „Nie chce o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro”. W taki sposób przeminęło z wiatrem kilka sekund, godzin, nocy, dni, tygodni.

          Jestem mistrzem odkładania wszystkiego na potem, który czasem nie nastaje. Nazywam to syndromem „jutro też jest dzień, ale nie musi nadejść”. Inni posiadają syndrom Super-bohatera, Robin Hooda, Matki Teresy, a ja jestem Marnowaczem Czasu. Wszystko zaczęło się w gimnazjum. Dla młodego człowieka to szczególny okres, kiedy czuje się dorosły, ale wcale nim nie jest. Rozprasza nas wiele bodźców, które z intensywnością wybuchu wulkanu uderzają i rozbijają nasze plany. Oczywiście, zostawiając wiele szkód.

Przykład: nauczyciel języka polskiego (studiuję filologię polską ze specjalizacją nauczycielską, dlatego ten przykład jest mi najbliższy) zadaje nam wypracowanie, mamy porównać twórczość Adama Mickiewicza i Henryka Sienkiewicza. Kiedy siadamy już przy biurku, aby odrobić zadanie, nagle odzywa się nasz telefon, melodia dzwonka uderza w nas jak tsunami i rzucamy wszystko, aby zobaczyć, kto sieje spustoszenie w harmonogramie naszych zadań. Dzwoni do nas kolega i zaprasza na rolki. Nastolatek staje przed trudnym wyborem – wyjście z superciachem czy odrabianie pracy domowej. Osobiście, zawsze wybierałam to drugie. I tak do dnia dzisiejszego potrafię znaleźć rzeczy mniej pilne, które przekładam nad pilne, więc mniej pilne stają się priorytetowe. Teraz, jak o tym myślę, mogłabym napisać pracę naukową o marnowaniu czasu, ale boję się, że odłożyłabym ją na przysłowiowe „potem”.

Kiedy skończyłam dwadzieścia dwa lata, czyli jakieś dwa miesiące temu, zapragnęłam czegoś więcej. Zawsze pragnęłam czegoś więcej od życia, całkowitego spełnienia, aby moja praca, zadania wykonywane przeze mnie, dawały pełną satysfakcję i bezgraniczną radość. Tylko zawsze brakowało wytrwałości i czegoś jeszcze – Scarlett O’Hara nie chce mnie zostawić, zagnieździła się w moim sercu i wpaja swoje życiowe mądrości. Trudno jest się jej pozbyć, kiedy towarzyszyła mi przez tak długi okres czasu. Może dlatego nie potrafię zostać Panią Swojego Czasu.

Bezgraniczną radość daje mi czytanie, pochłaniam książki tomami, seriami. Moja domowa biblioteczka z dnia na dzień podwaja swoje zbiory. Czytanie nie jest marnowaniem czasu, lecz przyjemnością wpajaną przez mamę. Niestety czytanie nas nie utrzyma, wręcz przeciwnie umniejsza nasz budżet. Szkoda, że nie ma takiego zawodu jak „czytacz”, dzięki któremu możemy godnie żyć i bez przerwy przenosić się w różnorodne światy, tworzone przez znakomitych autorów.

Po pamiętnych dwudziestych drugich urodzinach znalazłam sposób, aby spełnić moje marzenie. Z pomocą przyszły social media. Odkryłam, że mnóstwo osób dzieli się, tym jakie książki czyta. Wtedy nad głową zapaliła się żarówka i odnalazłam sposób, aby czuć satysfakcję, z tego co robię. Ekscytującą i bezgraniczną, która wypełniła całe moje serce, zamykając Scarlett w mydlanej bańce. Teraz jest czas na spełniane marzeń, kiedy jej nie ma i nie prawi mi morałów.

Jutro też jest dzień, ale możemy to zrobić teraz, już, w tej szczególnej chwili.

To początek przygody z blogowaniem, przede mną jeszcze wejście na K2. Wiele szczytów do zdobycia. Najważniejsze, że wiem czego chcę. Pragnę pisać o książkach, zachęcać do czytania, tych młodszych i tych starszych. Recenzować i szkolić warsztat pisarki. Pozbyć się syndromu Marnowacza Czasu i wpoić nowy, bardziej pożyteczny. Zwlekałam już wystarczająco długo. Młodsza nie będę, pomimo, że jestem młoda. Pisanie daje radość. Kiedy ktoś nazywa mnie molem książkowym, uśmiecham się szeroko i przyznaję mu rację, pomimo, że tymi słowami, ten ktoś, chciał mi sprawić przykrość.

Jeżeli spełniło się jedno nasze marzenie, nie możemy czekać zbyt długo. Czas na poszukiwanie nowego, równie pasjonującego i trudnego do osiągnięcia. Wyznaczanie sobie szczytów daje radość, kiedy małymi krokami wspinamy się do celu, choć czasem może zaskoczyć nas lawina, która nas opóźni.

Moje kolejne marzenie? Logo bloga i tekst recenzji, napisanej przeze mnie, zdobiący broszurę książki.


Tekst powstał na potrzeby konkursu „Wygraj stypendium Pani Swojego Czasu – Zrób to dziś” organizowanego przez PSC. Wydarzenie możecie znaleźć pod linkiem:

#instaserial o miłości - Nicole Sochacki - Wójcicka @mamaginekolog

0 | Skomentuj

            Pewnego pięknego dnia w Działdowie spotykamy miłość. Jest niesamowita, przystojna i w plecaku nosi dwa kasztelany. Istny ideał. Od pierwszych chwil czujemy, że to właśnie ten jedyny, z którym chcemy spędzić resztę życia, lecz on okazuje się międzynarodowym playboyem. Może wyjedziemy za nim do Afryki, później do Londynu? Nasuwa się pytanie – czy z tym facetem jest coś nie tak? Znalazł ideał i ogląda się za innymi? Co zrobiłaby na naszym miejscu Scarlett O’Hara, mistrzyni rzeczy kochliwych i beznadziejnych? A co zrobiłaby Nicole, wtedy jeszcze Sochacki, dziś Sochacki-Wójcicka? „#instaserial o miłości” to piękna opowieść, rodem z hollywoodzkich  filmów.

            Nicole działa w Internecie pod nazwą @mamaginekolog. Na swoich profilach dzieli się historiami ze swojego życia zawodowego, ale także prywatnego. Jako lekarz nakreśla medyczne problemy kobiet, przybliża różne kwestie zdrowotne, które trapią jej czytelniczki i są niejasne. Często obala mity, które krążą po portalach internetowych. Doradza i zawsze pocieszy. Ma serce pełne dobroci. Oprócz medycznych niuansów, młoda mama ginekolog opowiada o swojej rodzinie. Moim faworytem są przygody z tatą Nicole, teraz już #instadziadkiem. Nie wiem dlaczego, po prostu skradły moje serce.

„#instaserial o miłości” to ciekawa opowieść, o tym jak Nicole poznała swojego męża, Kubę. Przez całą książkę kibicowałam bohaterce i trzymałam kciuki za powodzenie misji. Kilka razy miałam ochotę przekląć międzynarodowego playboya i podziwiałam cierpliwość jego przyszłej żony. Książka jest niesamowita, ponieważ poznajemy autentyczną historię, zdarzyła się naprawdę, a dwieście pięćdziesiąt stron, które trzymamy w dłoni, są tego dowodem. Nie chce zdradzać, co się wydarzyło, ponieważ każdy szczegół jest ważny i odkrywanie ich samemu, dodaje uroku i smaku. Mogę zdradzić, że nie będziecie się nudzić.

Z Działdowa przez Afrykę, Londyn do Warszawy – tak wyglądała podróż Nicole, dzięki której teraz jest szczęśliwą żoną, matką Rogera i spełniającym się zawodowo, ginekologiem. Możemy brać od niej przykład. Nie poddała się, walczyła o miłość, aby stać się tym, kim teraz jest. Jej książka odnosi sukces, ponieważ jest autentyczna, nieprzerysowana, prawdziwa, a za to należy się głośny aplauz na stojąco. Teraz czekam na kolejną książkę - #instaserial o @mamieginekolog?