Nic do stracenia. Wreszcie wolni - Kirsty Moseley

4 | Skomentuj

            Bardzo trudno jest recenzować takie książki. Zbierają skrajne opinie, ludzie mają im wiele do zarzucenia. Podchodzę do nich z przymrużeniem oka i daje się porwać fabule. Często są one łatwe i nieangażujące czytelnika, w takim stopniu co proza.

            Słyszałam wiele na temat tej autorki i tak samo wiele razy ją już broniłam na tym blogu. Chciałabym kiedyś wykupić bilbord na Księżycu z ogromną definicją młodzieżówki. Może raz na zawsze pomogłoby to w interpretacji jej książek. Odparłoby sporo zarzutów. Osobiście sięgam po niewiele takich książek, a jeżeli to robię to nie wyszukuje w nich drugiego dna i głębszego sensu, przesłań, one nie muszą zmieniać mojego życia na lepsze. Mam się dobrze bawić i zapomnieć o problemach otaczającego świata tylko w danej chwili. Uwierzcie mi, o to właśnie chodzi w takich książkach. Nie możemy też zapomnieć o jeszcze jednym ważnym aspekcie: młodzieżówki, jak także książki Young oraz New Adult, są kierowane do różnego przedziału wiekowego i grupy odbiorców.

            „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to drugi tom przygód Anny i Ashtona. Tym razem na młodych dorosłych czego jeszcze więcej przygód. Bardzo się mylili myśląc, że nic ich nie zaskoczy. Tata Anny zostaje prezydentem Stanów Zjednoczonych. Na wstępie przypomnę, że poprzednia część opowiadała o historii po porwaniu głównej bohaterki, przez Cartera Thomasa, a Aston został jej osobistym ochroniarzem. W kontynuacji Anna musi zmierzyć się z demonami przeszłości. Jako córka głowy państwa bierze udział w wielu bankietach, gdzie nie jest już anonimowa. Wielkimi krokami zbliża się także rozprawa Cartera, gdzie świadkiem ma być młoda kobieta.

Przerażało mnie to, że znów się zakochałam. Większość ludzi mówi, że miłość to coś najcudowniejszego na świecie, a ja zgodziłabym się z nimi tylko do pewnego stopnia, bo nie wtedy, gdy wszystkie myśli skupiają się na jej utracie lub gdy dzieje się coś potwornego, co sprawia, że serce pęka na tysiące kawałków. Tak, stan zakochania bardziej mnie przerażał niż satysfakcjonował.

            Kirsty Moseley skradła mnie sensacją w tej części. Zaskakiwała pomysłami, a moment kulminacyjny powieści czytałam z zapartym tchem powtarzając jak mantrę, że wszystko na pewno skończy się dobrze. Niestety to bardzo krwawe starcie i nie spodziewałam się, że autorka może uśmiercić tyle osób. Niby młodzieżówka, a polała się krew. Język autorki nie zmienił się, dalej pozostaje prosty i łatwy w odbiorze. Drugi tom jest dużo krótszy od pierwszego i miałam trochę wrażenie, że akcja dzieje się za szybko, a bohaterzy zmieniają zdanie co minutę. Po prostu nie zdążyłam nacieszyć się ulubionymi chwilami. Sceny miłosne dalej się pojawiają, ale schodzą na drugi plan, teraz ważna jest walka o przetrwanie. Przy okazji przestrzegam młodych czytelników, ponieważ w tej części, oprócz scen namiętności, pojawia się brutalność.

            Seria „Nic do stracenia” posiada swoje mankamenty i jestem tego całkowicie świadoma, ale… ja dalej pozostaje jej fanką. Lubię jej twórczość, tak po prostu, to moje subiektywne zdanie. Skradła moje serce właśnie prostotą i że nie muszę się za bardzo angażować, co wiele osób jej zarzuca. Jeżeli szukacie czegoś na letni wieczór, wyjazd, coś co ma was odmóżdżyć i zabrać do innego świata, to ta książka jest dobrym pomysłem.

Potomkowie - Tosca Lee

2 | Skomentuj

            I przeżyłam kolejny zawał, załamienie nerwowe, zaskoczenie, palpitacje serca. Takie życie blogera książkowego…

Słowa są wieczne.
Chwile - ulotne.

Emily usunęła pamięć, aby chronić bliskich. Tajemnice, które zostały jej powierzone w poprzednim „życiu” mogą zmienić świat. Każdy chciał posiąść wiedzę, którą posiadała. Wojna pomiędzy Potomkami, a Łowcami wciąż trwa. Giną ludzie, nikomu nie można ufać. Serce bohaterki jest rozerwane na pół. Nic nie pamięta i musi poradzić sobie w nowej sytuacji. Nie wie jeszcze, że niestety świat, który wymazała z pamięci, bardzo szybko da o sobie znać.

Trudno jednak zaufać komuś, kogo się nie zna. Zwłaszcza jeśli tym kimś jesteś ty sama.

            „Potomkowie” to powieść pełna napięcia. Nasze serce jest skazane na ciągłe palpitacje. Nie wiemy, co przyniesie kolejna strona. Zwroty akcji, fabuła, która nieustannie gna i nie daje nam złapać oddechu - to największy atut. Tosca Lee zaserwowała mi kocioł pełen emocji, zawirowań, wszystkich pozytywnych doznań przy czytaniu powieści. Po raz kolejny nie spodziewałam się, ale ta książka jest dobra!

            Bohaterzy są bardzo przemyślani, nietuzinkowi. Każdy jest inny, jedyny w swoim rodzaju, dzięki temu mamy pełną paletę osób, które możemy kochać i nienawidzić. Akurat ja nienawidzę bardzo, bardzo jednego bohatera i mam ochotę go zniszczyć. Bez niego byłoby cudownie. Za to cała reszta jest rewelacyjna. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Pisarki warsztat autorki jest bardzo dobry, świat przedstawiony przejrzysty i zrozumiały. Dialogi nie nudzą, nie są przerysowane.

Jesteśmy niewolnikami przeszłości, której nie potrafimy zostawić za sobą.

            Tosca cały czas rzuca bohaterom i nam pod nogi kolejne zagadki, które musimy odgadnąć. Jesteśmy cały czas wystawieni na próbę. Zawiłości powieści są genialnie stworzone. Chcemy więcej i więcej. Najważniejsze dla nas jest, aby odnaleźć wszystkie puzzle układanki. To duży plus. Czasem miałam wrażenie, że za szybko pędzi akcja, wszystko zmienia się z sekundy na sekundę, a my musimy za tym nadążyć. 

            Podróż pomiędzy znanymi mi miastami Europy, to niezwykła przygoda. Nie spodziewałam się, że powrócę do Wiednia, Budapesztu. Miło było wrócić do Zagrzebia, gdzie już jutro będę przechadzać się magicznymi uliczkami. Teraz inaczej na nie spojrzę. Będę poszukiwać historii zapisanej w nich przez pisarkę. Jestem tym oczarowana. Uwielbiam prawdziwe miejsca akcji, które potem sama mogę odwiedzić. Takie książki kradną moje serce.


            Wyszła mi recenzja pełna zachwytów, trudno. To niezwykłe dzieło, które powinniście przeczytać. Bawiłam się cudownie czytając „Potomków” i już jestem w połowie drugiego tomu. Mam zamiar go skończyć w mieście, z którym tak blisko związani są bohaterowie. 

            Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI.

Seria Czerwona Królowa - Darmowe Fragmenty

0 | Skomentuj

W moje ręce niedawno wpadły trzy tomy serii o „Czerwonej Królowej”. Opis jest bardzo przekonywujący. Uwielbiam książki, które mają tyle samo negatywnych komentarzy, co pozytywnych. Nie każdy tę serię kocha i to dodaje jej pikanterii i uroku. Seria czeka w kolejce, ale już dziś mam dla was fragmenty i kod rabatowy.

Musicie się, tak jak ja, sami przekonać, o co chodzi z „Czerwoną Królową”. Czytaliście? Co o niej sądzicie? 

Fragment II tomu – http://bit.ly/SzklanyMieczFragment
Fragment III, premierowego tomu -  http://bit.ly/KrólewskaKlatkaFragment

Kod rabatowy 30% i darmowa dostawa - http://bit.ly/CzerwonaSeriaRabat

Dziękuję Ci, Amelio Bedelio! / Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka - Peggy Parish

0 | Skomentuj

            Powracamy to cudownego świata, gdzie rządzi Amelia Bedelia. Opowiadałam już o pierwszym tomie na blogu i jak bardzo pouczające się te książki i tym razem będę się powtarzać.

            Drugi tom jest zabawniejszy od pierwszego. Amelia jest w swojej najlepszej formie. Do Państwa Rogers przybywa z daleka ciotka Myra, a sprzątaczka, która bierze wszystko dosłownie, musi przygotować dom na jej przyjazd. Co tym razem wymyśli? Wprowadzi trochę (nie)porządku. Jakie ciasto uratuje ją przed opresją? Dziękujemy Ci, Amelio Bedelio!

            W trzecim tomie Amelia dostaje pomocnika, w postaci kuzyna Alcolu i musi przygotować uroczyste oblewanie zaręczyn panny Almy. Jak układa się cięte kwiaty i czy babeczki czekoladowe z lodami, poprawią humor koleżankom Pani Rogers? „Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka” doprowadzą Cię do łez.


            Lekka opowieść, która uczy, cieszy. Czytając szczerzymy zęby. To klasyka amerykańskich bajek dla dzieci w najlepszej krasie. Uczą małych i dużych. W przekładzie Wojciecha Manna znajdziemy wszystko, co poprawi humor w trudny dzień. Czasem wracam  do nich, kiedy mam za dużo spraw na głowie. Peggy Parish jest genialna. Polecam i czekam na czwarty tom!

Za książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

[PRZEDPREMIEROWO] Franco - Kim Holden

14 | Skomentuj


„Franco” powstał, ponieważ zasługuje na szczęście. Musiałam mu je dać. – Kim Holden podczas wywiadu, który z nią przeprowadziłam.

            Uwielbiam ją, jest cudowna, kochana, sympatyczna, miła i utalentowana. Tworzy powieści, które łapią za serce. Są cudowne i kocham każdą historię, którą opowiada. Płakałam jak małe dziecko, śmiałam się jak głupia, czułam dreszczyk emocji przy romantycznych scenach.

Przeżywałam każdą z nich. Poznaliśmy już Promyczka, Gusa, a teraz przyszedł czas na perkusistę zespołu Rook. Jak pamiętamy z poprzednich tomów jest wspierającym mężczyzną, potrafi opieprzyć przyjaciela jak mało kto i dobro innych stawia nad swoim. Wiecie o kim mowa? Jasne, że wiecie, bo jego imię zawarłam w pierwszym słowie tej recenzji.

Nie muszę nawet się wam przyznawać, że czekałam na nową powieść Kim. Wiecie, że moim jednym z książkowych mężów jest Gus i posklejał moje serce po Promyczku, a Franco był obecny od pierwszego tomu. Stanowił tło, przyjemne i dowcipne. Jego rozmowy z Gusem stały się kultowe. Uwielbiam ciołka, dekorujące dupki, młodego - wszystkie przezwiska są genialne.

Teraz poznajemy go bliżej. Otwiera przed nami swoje serce i możemy zobaczyć, co w nim się kryje. Zakurzone płyty, dobra muzyka, zgolona głowa, ciało pokryte tatuażami i genialny talent, wszystko się zgadza. Prawie wszystko. Franco mówi, że nie chce stabilizacji, ale kiedy poznaje dziewczynę w barze, ona staje się dla niego wyzwaniem. Dwa kontynenty, ciężki tryb pracy i dziwny układ, czy to się uda? Czy Gemma stanie się dla niego kimś ważnym?

Dzięki „Franco”, choć na chwilę wróciłam w świat stworzony przez Kim Holden, który pokochałam od pierwszych chwil. To była magiczna, sentymentalna podróż. Zaczęłam czytać po ekscytującym spotkaniu i wywiadzie z autorką, więc było to dla mnie emocjonujące przeżycie. Książka jest krótka, żałowałam, że wątki nie są bardziej rozbudowane i nie otrzymaliśmy historii tak długiej jak Promyczek, ale przyjemnie się ją czytało. Miał to być hołd dla perkusisty Rook i to, co stworzyła Kim wystarczyło, aby powiększyć ilość jego fanek.


Seksowna opowieść o gwieździe rocka, ja to uwielbiam!


Żniwiarz. Pusta noc - Paulina Hendel

16 | Skomentuj

            Kiedy nadchodzi noc, wszystko się zmienia. W ciemnościach zaczynają grasować upiory, które mogą przestraszyć nawet najtwardszych, swoje polowanie zaczyna dziki myśliwy ze sforą olbrzymich czarnych psów, a po lesie biegają zwidy, widy, bezkosty. Tylko Żniwiarz może stawić im czoło. Pomimo, że jest nieśmiertelny to z takiej bitwy może nie wyjść cało. Jego ciało jest śmiertelnym naczyniem w jego rękach i w każdej chwili może je stracić. Wystarczy jeden zły ruch, jedna zła decyzja, a poszukiwania nowego ciała mogą zająć nawet pół roku.

            „Żniwiarz. Pusta noc” to idealny przykład powieści w stylu: kiedy skończysz, Twoje życie przestanie mieć sens, a do premiery drugiego tomu tak daleko. Bijesz się z myślami, aby nie napaść na autorkę i zagrozić katuszami, tylko po to, by zdradziła fabułę i odpowiedziała na wszystkie dręczące Cię pytania. Tak, przepadłam kompletnie i dogłębnie w oceanie pytań bez odpowiedzi. Umarłam i poszukuje nowego naczynia. Zajmie mi to… do premiery drugiego tomu.

            Feliks jest potężnym żniwiarzem. O nawich wie prawie wszystko. Zna sposób na wypędzenie cienistych, zabicie bezpowrotnie bezkosta. Za nim kroczy Magda, młoda kobieta, tak samo uparta w swojej idei jak on. Przekazał jej swoją wiedzę i pomimo, że często spychał na drugi plan, kazał zostawać w domu, kłócił się z nią, Magda jest zawzięta, nawet wtedy, gdy grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Kiedy Feliks przez swoją głupotę zostaje zabity, Magda przejmuje stery i staje na wysokości zadania broniąc okolicę przed złymi duchami.

            „Żniwiarz. Pusta noc” to nie tylko opowieść o Feliksie i Magdzie. To historia powrotu Pierwszego żniwiarza, który chce przejąć władze nad wszystkimi i wie, jak unicestwić swoich pobratymców. Kim jest tajemniczy Pierwszy? Czy uda mu się zabić bezpowrotnie Feliksa? Kto mu w tym pomoże? I czy intryga, którą wymyślił wypali?

            Paulina Hendel jest mistrzynią. Słowiańska demonologia w połączeniu z genialnie wykreowanymi bohaterami to majstersztyk w najlepszej postaci. Autorka posiada niezwykłą lotność umysłu, dzięki której w niesamowity sposób zabiera nas w niełatwy świat pełen martwców, którzy przybyli do naszego świata. Opisy miejsc, zdarzeń są bardzo łatwe do przyswojenia i nie gubimy się w wizji Pauliny. Czyta się przyjemnie, a zakończenie rozwala system – po raz pierwszy w swojej recenzji, jestem w stu procentach przekonana, że musicie przeczytać tę powieść i każdy znajdzie coś dla siebie. Jest to idealna pozycja dla fanów fantastyki, kryminałów, horrorów, obyczajówek.

            Zbliżając się do końca powieści na twarzy miałam wymalowane zdumienie. Nie umiejąc wytrzymać z buchającymi emocjami, zaczęłam wypisywać do Marty (autorka bloga bibliofilembyc.pl, gdzie możecie przeczytać wywiad z autorką), że jak to mogło się stać, co tam się dzieje i w ogóle umieram w katuszach nad zakończeniem. Obie poszukujemy nowego ciała, dryfując po ziemi. Podobno w międzyświatach szybciej płynie czas, a my czekamy na premierę drugiego tomu.


            Za możliwość przeczytania książki, przez którą mam czytelniczego kaca, dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. Drugi tom już jesienią!

Dziewczyna z piosenki - Chrissy Cymbala Toledo

4 | Skomentuj

            Wierzysz, że istnieje coś więcej? Dzięki takim powieściom, wiem, że tak. Historia prawdziwa, która łapie za serce. Nawraca, daje nadzieję, motywuje do działania i prawi, że każdy może odnaleźć swoją drogę. Nie wolno się poddawać. Uśmiechnij się, wsłuchaj w głos serca i idź dalej.

            Chrissy jest córką pastora, opowiada swoją przygodę. Jest szczera do bólu, nic nie ukrywa. Poznajemy jej życie, miłość, chwile zwątpienia. Podejmowała wiele złych decyzji, zatraciła się w iluzji doskonałości. Chciała być idealna, choć nikt od niej tego nie wymagał. Najpierw zdradza nam historię swojego dzieciństwa. Trzy uściski splecionej dłoni znaczyły słowa: kocham Cię. Kiedy była małą dziewczynką nie brakowało jej niczego, pomimo problemów finansowych rodziców. Obskurny Brooklyn i kościół, w którym pełnił spokój. Był oazą dla Chrissy, ale także wielu zagubionym duszom. Czego chcieć więcej, jak się ma kochającą rodzinę? Później nasza bohaterka się gubi. Trudno jej znaleźć właściwą drogę. Opisuje swoje zmagania z życiem i próbę powrotu. Jest to powieść o zmianach. Każdy może zboczyć z właściwej ścieżki.

            „Dziewczyna z piosenki” to autobiografia, w której gości Bóg. Jeżeli nie lubicie takich książek, to nie sięgajcie po nią. Pióro autorki jest lekkie, lecz sama opowieść jest trudna przez przeżycia, które są w niej zawarte. Historie na faktach są unikatowe, ponieważ opowiadają życie osób, których możemy poznać w realnym świecie. Chrissy mogłaby być nasza sąsiadką, koleżanką z pracy lub zasłyszaną plotką, przez to powinniście ją poznać. To historia ze wzruszającym zakończeniem.


            Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Dreams.

Nic do stracenia. Początek - Kirsty Moseley

9 | Skomentuj

            Kirsty Moseley to autorka, która skradła moje serce przy pierwszej wydanej w Polsce powieści. „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” jest lekką młodzieżówką, której można wiele zarzucić, choć mi w niej nic nie przeszkadzało. Jestem wielką fanką Liama. Potem trafił do mnie „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” i był dużo lepszy, zakończenie rozwaliło system i jestem ciekawa kontynuacji, wręcz nie mogę się jej doczekać. Nie spodziewałam się takie zwrotu akcji. Podobno już w czerwcu poznamy kolejne losy „Chłopaka, który o mnie walczył”.

Teraz czas przyszedł na nową serię Kirsty, trochę inną. Jak już kiedyś pisałam, autorka lubi wyciągać ciężką, szokującą amunicję. W „Nic do stracenia. Początek” zaskakuje zarysem brutalności. Pierwsze dwadzieścia stron czytałam z zapartym tchem, ponieważ w głowie miałam niezły bałagan i mętlik. Nie umiałam się skupić, ponieważ historia wywołuje dreszczyk na ciele.

Anna jest świadkiem morderstwa swojego chłopaka przez Cartera Thomasa. Przestępca kilka lat więzi ją, bije i gwałci. Na szczęście dowiadujemy się o nich ze wspomnień bohaterki i nie są opisane żadne trudne sceny. Kiedy zostaje uwolniona zaczyna się jej walka o lepsze życie. Nie potrafi się dostosować, rani bliskich swoim zimnym zachowaniem i odstrasza ochroniarzy. Jako córka senatora, kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych, jest łatwym i cennym celem, a Carter nie zapomniał o swojej „dziewczynie” i wysyła do niej listy miłosne z więzienia.

Ashton Taylor właśnie skończył szkołę. Marzy o karierze w SWAT, lecz los dla niego przygotował całkowicie inne zadanie. Zostaje ochroniarzem Anny Spencer. Nie spodziewał się, że ta próba może być dla niego taka trudna.

            „Nic do stracenia. Początek” to opowieść o młodych ludziach z ogromnym bagażem doświadczeń, którzy wchodzą w dorosłe życie. Przed nimi seria niełatwych wyborów. Bohaterzy nie byli nudni, zaskakiwali mnie swoimi decyzjami. Całkowicie rozumiem ich tok myślenia. Wizja przedstawiona przez Kirsty powoduje, że zatrzymujemy swoje życie, aby je przeanalizować. Widzimy, ile bohaterzy stracili, dzięki temu potrafimy docenić, to co my otrzymaliśmy od losu. Musimy pamiętać, że jest to młodzieżówka i nie wymagajmy od niej wiele. Ja jestem fanką wszystkich serii, ponieważ relaksują mnie, dają zapomnieć o otaczającym świecie. Uwielbiam je za lekkość i z ręką na sercu polecam na niezobowiązujący wieczór pod kocem.

            Autorka przygotowała dla nas powieść pełną zwrotów akcji. Zakończenie nie jest szokujące, lecz chcemy wiedzieć, co będzie potem, jak się skończy ta historia. Czy Anna przezwycięży strach? Czy Ashton poradzi sobie z uczuciami? Czy zostanie komandosem SWAT? Czy Carter wyjdzie z więzienia? Tego dowiemy się już niebawem.


            Za egzemplarz do recenzji dziękuję HarperCollins.

Wiatrodziej - Susan Dennard

0 | Skomentuj

            Wiatrodziej już dzisiaj ma swoją, wyczekiwaną przeze mnie, premierę. Czym zaskoczyła mnie Susan Dennard? Dlaczego w recenzji mówię o Sarze J. Maas? Kto z kim romansuje? Dlaczego twierdzę, że „Wiatrodziej” jest lepszy od pierwszego tomu?

            Zapraszam was na pogadankę na temat fantastycznej powieści. Kopnął mnie zaszczyt napisania blurba na skrzydełko. Z tej okazji zapraszam na drugi odcinek KiniaBook na BookTubie.

            „Bezgraniczna przyjaźń na wieki, miłość rodząca się w bólach, walka dobra ze złem – to wszystko znajdziecie w twórczości Susan Dennard. Sarah J. Maas nie pomyliła się, Prawdodziejka weszła do kanonu, a My możemy dać się oczarować Wiatrodziejowi.”


[PRZEDPREMIEROWO] Początek wszystkiego - Robyn Schneider

7 | Skomentuj

Czasem musimy zacząć od nowa, zrobić krok w tył, aby postawić kolejne dwa w przód. To w pewnym sensie bez sensu, choć jak się głębiej zastanowimy ma jakiś głębszy sens. Tak, wiem, dziwnie zaczyna się ta recenzja, ale uwierzcie mi wszystko musi się zacząć od początku. Musimy zrozumieć swoje błędy i iść dalej, a krok w tył nam w tym pomaga. Trzeba się pogodzić z dziwnym losem, który nie jest dla nas łaskawy i wkroczyć na nową, może lepszą ścieżkę życia. Uwierzcie, przerabiałam już kroki w tył i przód i musze wam zdradzić, że faktycznie ta dziwna idea działa.

Ezrę Faulknera poznajemy, kiedy stawia krok w tył. Jego poprzednie życie było usłane triumfem, pomimo jednego incydentu w Disneylandzie. Turysta nie zastosował się do przepisów i dosłownie stracił  głowę. Jego pasją i sensem życia był tenis, który dał mu dużą popularność. Pewnego dnia, Ezra idzie na imprezę i jego cudowny świat się wali. Najpierw kłóci się z dziewczyną, potem nakrywa ją z innym. Wbiega do auta i kilka mil dalej, niespodziewanie, bierze udział w wypadku samochodowym, który zmienia jego życie w piekło.  Lekarze nie dają mu nadziei – nigdy już nie stanie na korcie tenisowym, a jego strzaskane kolano nie wróci do pełnej sprawności.

Cassidy Thorpe jest inna niż wszystkie dziewczyny, które dotychczas poznał Ezra. Wyróżnia się z tłumu ubiorem, a także sposobem bycia. Dziewczyna kilka miesięcy wcześniej uciekła tuż przed finałem najważniejszej debaty, której była faworytką. Ślad po niej zaginął, aż do pierwszego dnia września. Zmieniła szkołę i teraz drogi Ezry i Cassidy się krzyżują.

Nie jest to typowy romans. Jest to powieść o dojrzewaniu, trudnych decyzjach i radzeniu sobie z przeciwnościami losu. Robyn Schneider to czarodziejka słowa, która w magiczny sposób ukazuje życie pełne zwrotów akcji. Zabiera nas do znanego nam świata. Bohaterowie mogliby być naszymi przyjaciółmi, ponieważ utkwieni są w realiach, mają wady i zalety. Utożsamiamy się z nimi. Ta historia porusza nas do łez. Otwiera nasze serce i zostanie z nami na długie lata. Nigdy jej nie zapomnę, pomimo, że zakończenie złamało mnie na kawałki. Po kilku godzinach przemyśleń, wiem, że otworzyło kolejny rozdział. Kolejny krok w tył i dwa w przód.

„Początek wszystkiego” przypomniał mi o najważniejszych aspektach, o których zapominamy biegnąc przez życie. Wyniosłam z niej same pozytywne rzeczy. Wszystko może zmienić się w kilka sekund. Jedna zła decyzja, okoliczność, w której się znajdziemy, a całe nasze plany na przyszłość mogą zawalić się jak domek z kart. Stawianie kolejnych kroków może być trudne, ale możemy się podeprzeć laską, tak jak czyni to Ezra. Najważniejsze, aby odnaleźć siebie i sens, w tym co robimy. Początek wszystkiego, całkowicie nowego, może być nawet lepszy, niż starość zostawiona za plecami. Mamy tylko jedno życie. Dzikie i cenne. Czas je w pełni wykorzystać.

Fragment książki specjalnie dla Was: http://bit.ly/fragmentPW

Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki dziękuję Moondrive! To była czysta przyjemność.
Premiera 14 czerwca.

Zapowiedź: Ostrze Zdrajcy - Sebastien de Castell

6 | Skomentuj

Wielkie Płaszcze. Sędziowie, bohaterowie... zdrajcy?

Król nie żyje, Wielkie Płaszcze rozwiązano, a Falcio val Mond i jego towarzysze Kest i Brasti skończyli jako straż przyboczna szlachcica, który na domiar złego nie chce im płacić. Ale mogło być gorzej – ich chlebodawca mógłby leżeć martwy, podczas gdy oni musieliby bezradnie patrzeć, jak zabójca podrzuca fałszywe dowody wikłające ich w morderstwo. Chwileczkę… Przecież to właśnie się zdarzyło!

W najbardziej zepsutym mieście świata zawiązuje się spisek koronacyjny, a to oznacza, że wszystko, o co walczą Falcio, Kest i Brasti, może lec w gruzach. Jeśli tych trzech zechce przeciąć intrygę, ocalić niewinnych i wskrzesić Wielkie Płaszcze, będą musiały wystarczyć im rapiery w dłoniach i obszarpane skórzane odzienie. Dziś bowiem każdy arystokrata jest tyranem, każdy rycerz – bandytą, a jedyne, czemu można ufać, to ostrze zdrajcy.

Książka zostanie wydana nakładem Wydawnictwa Insignis.

Jestem jej bardzo ciekawa, okładka czaruje. Wyczekuję kuriera!

"Ostrze zdrajcy" dostępne już na: http://www.empik.com/wielkie-plaszcze-tom-1-ostrze-zdrajcy-de-castell-sebastien,p1136192856,ksiazka-p